Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Slipknot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Slipknot. Pokaż wszystkie posty

3/02/2017

3/02/2017

Muzyczny przekładaniec

Muzyczny przekładaniec
Cześć!
Żeby mojej tradycji blogowej stało się zadość - dziś znów czwartkowy muzyczny przekładaniec. 
Aż mnie zadziwia muzyczne urozmaicenie w tym tygodniu, chociaż nie odkryłam prawie nic nowego. Prawie - bo odkryłam jedną z tych piosenek, przez które od razu mam ochotę sięgnąć po zakurzoną gitarę.
Znalazło się też miejsce na muzykę fińską, ale bez obaw. Tylko dwa utwory po fińsku, jeden fińskiego zespołu, ale po angielsku - za to z ciekawostką dla każdego fana literatury grozy. 
Kilka mocniejszych piosenek, ale przeważały jednak te spokojniejsze. Wokal i gitara jako jedyny instrument mogą stworzyć, pomimo swojej prostoty, bardzo ciekawą kompozycję. 


Czwartek: Postmodern Jukebox, Robyn Adele Anderson Girls just wanna have fun



Kwestia współczesnych piosenek w starych aranżacjach była już poruszana na blogu. Wówczas przyszłam do Was z coverem Robyn Adele Anderson, która, swoją drogą, wyruszyła w trasę koncertową po Europie i odwiedzi też Polskę. Na temat biletów na jej występ w Poznaniu jeszcze nic nie wiem, ale rozważam pójście. Tymczasem to wykonanie piosenki "Girls just wanna have fun" chyba pobija moją ulubioną aranżacje niemieckiego zespołu Aloha From Hell - jakże odmiennego, ale o jakiej pięknej nazwie!


Piątek: Slipknot Dead memories



Nad moją miłością do Slipknota rozwodziłam się już niejednokrotnie na blogu. Slipknot jest moim psychiatrą, rzadziej psychologiem. Ale na pewno każde spotkanie z tym zespołem wpływa na moją psychikę - daje mi chwilę na zastanowienie się, chwilę na smutek, chwilę na rozpacz, chwilę na agresję. Chyba właśnie za to uwielbiam formację - za całą gamę uczuć. I nie chodzi mi tylko o sam wokal, ale o całe spektrum muzyczne. 


Sobota: Jace Everett Angel loves the devil outta me



Oczywiście, że Jace Everett pojawił się w moim życiu przy oglądaniu seriali "Czysta krew" - jedynym serialu, który potrafiłam oglądać, a i tak zdołałam obejrzeć tylko pierwszy sezon. Nawet nie wiem, co mnie podkusiło i postanowiłam poznać coś innego niż uwielbiane przeze mnie "Bad things". I wiecie, co powiem? Ta piosenka jest lepsza od tej z czołówki serialu. Od razu wpasowała się w klimat mojej ulubionej serii książkowej o zadziornym skrzydlaku i to nie tylko tytułem, ale też poprzez samo brzmienie. Na wspomnianą serię składają się następujące książki: "Brudne ulice nieba" (recenzja tutaj), "Szczęśliwa godzina w piekle" (recenzja tutaj) i "Zaspać na Sąd Ostateczny" (recenzja tutaj). 


Niedziela: Apulanta Teit meistä kauniin (wersja akustyczna)



Ten fiński zespół po prostu kocham za ich autentyczność i mocne, agresywne brzmienie. Jednym z moich marzeń jest wyszalenie się na ich koncercie, ale szanse na realizacje tego marzenia w Polsce są nikłe. Tym razem jednak postawiłam na wersję akustyczną, która jest wyjątkowo lepsza od tej normalnej. Nie sądziłam, że wokalista może brzmieć tak spokojnie i wrażliwie. Ja się rozpływam. Choć i tak nie mogę uwierzyć, że to ten sam mężczyzna, który zazwyczaj śpiewa w zupełnie inny sposób przy zdecydowanie odmiennym brzmieniu.


Poniedziałek: Sentenced Mourn



Tydzień temu pisałam, że na nowo odkopałam plik z książką oraz muzyką, która towarzyszy mi przy pisaniu. Przewidywałam wówczas, że będzie mi ona towarzyszyć dopiero od przyszłego tygodnia i wcale się nie myliłam. Jednym z utworów, który znajdował się przy najświeższych zapisanych fragmentach Wzruszający, ujmujący i hipnotyzujący. To właśnie taki utwór, który potrzebny mi są do pisania. 


Wtorek: MeNaiset Kuulin aanen



Czasami jest tak, że się budzę, wkładam słuchawki i włączam pierwszą lepszą piosenkę, a ona później prześladuje mnie cały dzień. Utwór znany jest mi już od dawna, chyba od gimnazjum, kiedy postanowiłam bliżej zaznajomić się z fińską kulturą. Sentyment pozostał. Tym bardziej, że melodia niesamowicie mnie uspokaja. 


Środa: HIM Borellus



Ciekawa dla fanów tego zespołu piosenka "Borellus" jest wersją demo, a jak wiadomo - ja uwielbiam demo. Utwór ciekawy dla fanów, ponieważ jest to ulubiona piosenka gitarzysty tego zespołu, jeśli miałby wybierać z całego ich dorobku. Może być ona też zajawką dla książkoholików lub po prostu czytelników literatury grozy. Tekst opiera się na dziele Lovecrafta. W swoich początkach zespół bazował właśnie na jego utworach, a później wokalista także sięgał do niego po inspiracje. 



2/16/2017

2/16/2017

Muzyczny przekładaniec

Muzyczny przekładaniec
Zdjęcie obok wciąż utrzymane jest w zimowej scenerii, chociaż za oknem już prawie dziesięć stopni w plusie. Mam nadzieję, że zima jeszcze trochę mnie rozpieści i zawita - wszak jest dopiero połowa lutego. Dla entuzjastów ciepła - lepsze zimno w lutym, niż powrót zimy pod koniec marca. Mniejsze niezadowolenie stanowi zimna podczas zimowych miesięcy. 
Tymczasem dziś przychodzę, jak co czwartek, z muzycznym przekładańcem. Mam nadzieję napisać w ciągu kilka dni recenzję "Dziewczyny, którą nigdy nie byłam", a także kilku fińskich filmów. W tym miesiącu dziwnym trafem mam wielką ochotę właśnie na filmy, choć normalnie oglądam ich bardzo mało. Nieważne. Ważne, że sesja za mną i można skupić się na przyjemnościach. 


Czwartek: Apocalyptica Creeping Death



To, że kocham fińskie zespoły, jest oczywistością. Apocaliptica pojawiała się już na blogu, choć nie z tą piosenką. Pochodzi ona z pierwszego albumu wówczas jeszcze kwartetu i jest coverem piosenki pod tym samym tytułem zespołu Metallica (przedstawiać nie trzeba - nawet laikom z zakresu ostrzejszej muzyki). Przez wielu cała płyta wciąż oceniana jest jako najlepszy krążek zespołu, a nawet jako jedyny dobry. Ja się do nich nie zaliczam, ale otwarcie przyznam - płyta jest genialna, choć ja i Metallica mamy ze sobą na bakier. Więcej pasji i autentyczności znalazłam w fińskiej aranżacji ich utworów. Bywa. 


Piątek: Bon Jovi Always



Czasami i mnie weźmie na bardziej konwencjonalne rockowe piosenki. "Always" to chyba najbardziej znana piosenka Bon Jovi, no, może druga, ale na pewno był to najlepiej sprzedający się singiel tego zespołu. Balladę znają chyba wszyscy. Została napisana do filmu, w którym ostatecznie się nie pojawiła - zespół wycofał się z tego projektu. Na jakiś czas piosenka była zapomniana i czekała, aż ktoś ją w końcu wyda. 


Sobota: Graveyard The Siren



Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak pochłonęła mnie muzyka. Elektryzująca i hipnotyzująca aż do bólu. Ta piosenka jest moim największym odkryciem w ciągu ostatniego czasu i od soboty ciągle jej słucham. Idealnie wkomponuje się swoim tekstem i samym charakterem w moją książkę. Nie mogę aż uwierzyć, że na utwór wpadłam, kiedy szukałam informacji o fińskim Johannusie. Iście magiczny sposób na poznanie czegoś tak niezwykłego. 


Niedziela: Gary Moore Over the Hills and Far Away



Piosenki tej zazwyczaj słuchałam w wykonaniu zespołu Nightwish. Wiedziałam jednak, że jest to cover i znałam oryginał, ale tak naprawdę zaczęłam z nim obcować dopiero w poprzednim tygodniu. Coś w mojej głowie pyknęło i zachciało słuchać tej piosenki. Odchylenie czasowe spore - wersja Nightwisha jest z 2011 roku, a oryginał z 1987.


Poniedziałek: Alice Cooper Poison



Starej muzyki ciąg dalszy. Przyznam, że Alice Cooper nie porywał mnie przez większość czasu. Wpadłam jednak na pewien fiński program muzyczny, w którym Jussi z zespołu Uniklubi przewodził chórowi i wykonywali wówczas właśnie tę piosenkę. Od tego czasu regularnie męczę więc ten utwór. Gwoli ciekawostki - utwór niedzielny też pojawił się w tym programie, ale wówczas przywódcą tamtego chóru był Timo Kotipelto. 


Wtorek: Slipknot Vermillion



Piosenka nominowana do Grammy za najlepsze wykonanie z gatunku metal. Ja doznaję lekkiej psychozy, kiedy patrzę na teledysk - jest fenomenalny. Piosenka, oczywiście, także. Mała ciekawostka - zespół podczas wykonywania tego utworu na żywo rezygnuje ze swoich scenicznych masek na rzecz masek pośmiertnych - czyli odlewów rzeczywistych twarzy poszczególnych członków zespołu. 


Środa: HIM Resurrection (demo, Slippery When Dead)



Prosta, choć niebanalna piosenka. Bynajmniej, nie jest ona o Jezusie. W którymś z wywiadów Ville Valo stwierdził, że piosenka tak naprawdę jest o seksie i natchnęło go jego fizyczne zmartwychwstanie pewnej nocy. Jeśli tak - tylko HIM może mieć tak subtelne i romantyczne piosenki na takie tematy. Odkąd, bodajże, dwa lata temu pojawiło się Slippery When Dead, czyli wersje demo nagrane w 1998 roku piosenek z płyty, która została wydana w roku 1999, nie rozumiałam zachwytu powyższą wersją "Resurection". Aż do wczoraj. Chyba wcześniej nie wsłuchałam się dobrze. Magiczny fragment od 2:22 do końca... Ach. Można się rozmarzyć. A na pewno już dostać inspiracji do pisania. 



2/02/2017

2/02/2017

Muzyczny przekładaniec

Muzyczny przekładaniec
Cześć! 
Sesja trwa w najlepsze. Wyjątkowo nie mam dużej ilości egzaminów, ale muszę wykonać kilka prac na zaliczenie. Prawdę mówiąc - egzamin jest już mniej wymagający. Nad pracą, która musi być wyczerpująca, trzeba posiedzieć więcej czasu. Tym bardziej, jeśli ktoś woli robić projekty indywidualnie. 
W związku z ogromem pracy na studia, nie skupiałam się specjalnie na wyszukiwaniu nowych piosenek. Czasami górę nad nawet najdrobniejszymi przyjemnościami muszą wziąć obowiązki. Trudno. Tak więc w tym tygodniu bardziej skupiłam się na gotowych playlistach, ale przyniosło to też kilka muzycznych korzyści.



Czwartek: Ari Koivunen Fullmoon



O wokaliście wspominałam w poprzednim muzycznym przekładańcu. W czwartek towarzyszyła mi piosenka, dzięki której polubiłam jego głos. Za oryginał odpowiada fiński zespół Sonata Arctica, który wydał ją na płycie "Ecliptica" z 1999 roku. Utwór był swoistą otwartą furtką do dalszej kariery zespołu, który jest jednym z dość rozpoznawalnych formacji fińskich. Sądzę jednak, że powyższa wersja jest zdecydowanie lepsza. Obawiam się, że głównie przez sto razy lepszy wokal.  


Piątek: Slipknot XIX



Już kiedyś pisałam, że Slipknot to jeden z moich ulubionych zespołów. Powyższy utwór stanowi intro do albumu ".5: The Gray Chapter". Zahipnotyzował mnie nie tylko fenomenalnie brzmiącym wokalem, ale też prostotą muzyki. Bardzo, bardzo, bardzo oddziałuje na moją wyobraźnie. A klip... Gdyby piosenka nie była tak zapierająca dech w piersi, mogłabym powiedzieć, że teledysk jest lepszy, głównie ze względu na sam pomysł. 


Sobota: Peter Gundry Lady of the Dawn



Peter Gundry ulokował się w moim sercu za pomocą gotyckiej muzyki, a przede wszystkim poprzez wampirzy walc, o którym wspominałam w jednym z pierwszym muzycznych przekładańców. Tym razem zabrał mnie do miejsca, które są mi bardzo bliskie. Jego propozycja nordyckiej muzyki musiała stać się piosenką dnia, o ile nie odkryciem stycznia. Tej pracy nie da się opisać słowami. Trzeba zamknąć oczy i przenieść się na północną ziemię, czując wokół siebie mróz ciemnej nocy polarnej, obserwując zorzę polarną i migoczący śnieg, a także śledząc każdy ruch niewiasty przy wielkim ognisku, z którego buchają iskry i ciepło. 


Niedziela: Apulanta Paha ihminen



Jak mówiłam - w tym tygodniu nie było nic odkrywczego. W niedzielę spędziłam trochę czasu przy Apulancie - fińskim zespole, o którym była mowa już raz wcześniej. Uwielbiam charakterystyczny głos wokalisty, który - o czym przekonałam się niedawno - może brzmieć też miękko i subtelnie. Tego dnia postawiłam jednak na melodyjność, wyraźny rytm, wyraźną perkusję i gitarę, choć utwór należy do tych "lżejszych", jeśli chodzi o ten zespół. 


Poniedziałek: Green Day 99 revolutions (wersja na żywo, Rock am Ring 2013)



Mówiłam Wam już, że Green Day to moja dziecięca miłość? Nie? To już wiecie. To jeden z pierwszych odkrytych przeze mnie ostrzejszych zespołów i pozostał ze mną już od tamtego czasu - na pewno była to szkoła podstawowa, ale nie jestem pewna, która klasa, na pewno jednak bardzo wcześnie. Green Day to zespół, który zaraża mnie swoją energią głównie poprzez wersje na żywo. Powyższa pochodzi z festiwalu Rock am Ring, na który wyjazd stanowi jedno z moich marzeń. Tymczasem zespół kilka dni temu grał koncert w Polsce, który z bólem serca odpuściłam. 


Wtorek: Peter Gundry Samhain - Celtic Festival of the Dead



Peter zaczarował mnie znów, tym razem swoją propozycją celtyckiej muzyki. Naprawdę trafia w mój gust. Obawiam się, że niebawem będę pisać tylko i wyłącznie przy takiej muzyce. Muszę jednak przyznać, że z taką muzyką w tle uczy mi się zdecydowanie przyjemniej - a już na pewno nie jest to takie nudzące. 


Środa: Peter Gundry The Dream Snatcher 



Jak widać - mój muzyczny świat obezwładnił Peter Gundry. Nie wiem już, który jego utwór z tego tygodnia podoba mi się najbardziej, ale moja sympatia rośnie chyba wraz z odkrywaniem kolejnego jego dzieła. Prawdopodobnie więc to jest mój faworyt z ciągu ostatnich siedmiu dni, choć ogólnie i tak najbardziej kocham jego wampirzy walc. Przy nim jednak nie mogę się uczyć, ponieważ moje palce od razu tańczą w rytm utworu i chcą pisać.




12/29/2016

12/29/2016

Muzyczny przekładaniec

Muzyczny przekładaniec
Poprzedni tydzień obejmował wciąż przygotowania do świąt i same święta. Jednak moje zapalenie świąteczne mija wraz ze zbliżającą się świąteczną datą. Nic dziwnego, że w tym zestawieniu nie będzie świątecznych piosenek. One też były obecne, ale ich słuchanie nie sprawiało mi takiej radości, jak właśnie obcowanie w towarzystwie dźwięków utworów poniżej. Poza tym chcę Wam oszczędzić bólu głowy i infekcji uszu po kolejnej porcji słodkich dzwoneczków... 
Dziś będzie zupełnie poplątane zestawienie. Tak wyszło. Znów odrobinę więcej fińskiego, ale jako tako znalazły się też zespoły bardziej znane. 
Na zdjęciu obok słodycze przywiezione przez mamę z jarmarku w Berlinie. 


Czwartek: Lindsey Stirling Take flight



Lindsey już dwa razy pojawiła się w tygodniowych zestawieniach muzycznych. Ostatnio stała się moim zapychaczem, kiedy nie mam czego słuchać. Albo Mozart, albo ona. Jedno z dwóch. Zauważyłam, że nic nie inspiruje mnie bardziej do pisania tych bardziej wzniosłych fragmentów książki. Przez wzniosłe fragmenty mam na myśli głównie łyżwiarstwo figurowe głównego bohatera. Przecież te utwory aż same się o to proszą! Uwielbiam też, kiedy twórcy przywiązują ogromną wagę do klipów. Ten jest fenomenalny, dopracowany w najmniejszych szczegółach i bardzo dobrze wykonany, a do tego na tyle ciekawy, że można usiąść i poświęcić te 5 minut na obejrzenie go z wielką przyjemnością. 


Piątek: Sirenia Dim days of dolor


Przyznam, że zespół Sirenia jest mi znany głównie przez może trzy, cztery piosenki z lat dawniejszych. Nie darzę do aż taką sympatią, aby śledzić jego poczynania. Od razu uderzyła mnie zmiana na miejscu wokalistki. Ach, gdzie ten cudowny, oryginalny głos Ailyn? Nie powiem, Emmanuelle Zoldan ma ładny głos. Mnie się jednak on średnio podoba. Jest... taki sam jak w innych zespołach tego typu. Poprawny, ładny, ale nijaki. Ileż można produkować takich samych wokalistek? Niemniej, piosenka przyjemna dla ucha, choć i tak czekam zawsze na męski wokal, który pojawia się dość późno. Sam teledysk byłby znośny, gdyby nie "sala", na której znajduje się zespół. Albo formacja oszczędza na wynajmie miejsc pod teledyski, albo kogoś od obróbki poniosło... Zbyt tandetnie. 


Sobota: Slipknot Psychosocial


Nie będzie to specjalnie oryginale, jeśli powiem, że "Psychosocial" to chyba moja ulubiona piosenka Slipknota. Nic na to nie poradzę. Co ciekawe, zespół poznałam w podstawówce i raz na jakiś czas słuchałam jego jednej piosenki... Później wróciłam, a punkt kulminacyjny naszej znajomości pisze się na poprzednie lato. To właśnie wtedy słuchałam ich muzyki cały czas, choć mnóstwo piosenek poznałam znacznie wcześniej. Wigilia, co? U mnie od rana w tle był ten utwór, głównie ze względu na to, że pomagała mi ustalić dalsze plany na książkę. Żeby nie było, że wykorzystuje do pisania głównie piosenki delikatne, a szczególnie do fragmentów związanych z łyżwami, to zdradzę, że panicz Alexander wybrał właśnie ten utwór do jednego z występów. Nie moja wina, że nudzi mnie przesadna subtelność lub udawana wesołość na lodzie. 


NiedzielaUniklubi Mitä vittua


Uniklubi to zespół, który wpisałam do listy moich ulubionych zespołów i cieszę się, że kiedy o nim mówię, nikt go nie zna. Jest trochę.... No, na pewno nie jest specjalnie dobry, jeśli spojrzymy na standardy innych ludzi i wyznaczniki muzyki gitarowej. Ale jako ogromna fanka takiego brzmienia oraz języka fińskiego, nie potrafię przejść obojętnie obok tego zespołu. Z początku stawiali na covery w języku angielskim, ale na całe szczęście zrozumieli, jaki potencjał muzyczny tkwi w fińskim. Może powyższa piosenka nie jest moją ulubioną, ale w niedziele sprawdziła się świetnie jako poprawiacz humoru. Teledysk irytuje mnie efektami, jednak zawsze miło popatrzeć na różne zespoły zza kulis - a już na pewno na takich sympatycznych jegomościów. 


Poniedziałek: Kidneythieves Crazy


Kiedy nie mam już czego słuchać lub nie wiem, na co mam ochotę, jednocześnie nie mając chęci na HIM, sprawdzam, co ciekawego odkryłam jakiś czas temu. I tak wpadłam na zapomnianą przeze mnie powyższą piosenkę. Odkryłam ją jakoś latem i uwiodła mnie zarówno głosem, jak i linią instrumentalną. Szybko można przy jej słuchaniu zrozumieć, co oznacza prąd i wyładowania elektryczne w muzyce. Wstyd się przyznać, że zespołu prawie w ogóle nie znam. Namiętnie słucham ich piosenki, która znalazła się na ścieżce dźwiękowej do "Królowej potępionych". Cóż, ta piosenka na pewno znajdzie się na ścieżce dźwiękowej do mojej książki. Mierzwią mnie palce na myśl, że może jutro uda mi się napisać fragment z nią w tle. 


Wtorek: Dingo Nahkatakkinen tyttö (wersja na żywo, rok 1985)


Piosenka też odkryta latem i szybko zapomniana. Nie mam pojęcia, jak do tego doszło. We wtorek mnie rozbawiła i sprawiła, że nie mogłam zasnąć. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek będę w stanie wypowiedzieć tytuł. Jednocześnie śmiałam się, że Finowie to wymawiają. Mało tego - śpiewają. A już szczytem jest skandowanie tego przez tłum tak wyraźnie i melodyjnie.. Zaprezentowane mi tłumaczenie słowa "nahkatakkinen" także mnie rozbawiło. Tacy zabawni ci Finowie, a niby takie z nich melancholijne smutasy!


Środa: HIM Together we fall apart (wesja demo In venere veritas)


Uwielbiam wersje demo, które albo krążą gdzieś w sieci, albo są załączone do płyty. Ciekawe jest dla mnie spojrzenie na obie wersje piosenki, dlatego cieszę się, kiedy mam możliwość takiego porównania. Widać wtedy zamysł twórców na piosenkę, a do tego jest to nieoszlifowane i surowe... Szczególnie jest to ciekawe w przypadku HIMowej płyty z 2010 roku, którą mało który fan zaakceptował od razu. Zarzucano wtedy tak wielką obróbkę głosu wokalisty, że mało zostało na płycie z tego cudownego barytonu, a samo brzmienie zmieszano z błotem. Oliwy do ognia dodała płyta z remiksami tych piosenek... Chcieli czegoś spróbować, to spróbowali. Wokalista ma olbrzymi dystans do swojej muzyki, a przy tym tak otwarty zmysł, że sam zapowiedział możliwość brzmienia reggae na jednej z płyt. Wydano też przepiękne wersje akustyczne, ale to też nie zostało docenione (że niby taki trik marketingowy, aby złagodzić oburzenie fanów, blablabla). W środę w nocy sądziłam, że w końcu znalazłam tę wersję piosenki, której szukałam od dawna. Zmylił mnie tytuł. To już słyszałam. Tamtą drugą piosenką muszę zadowolić się jedynie w 30 sekundach, bo tylko taki fragment wyszukałam. Trudno. Co do tego demo - tylko Ville Valo potrafi zmienić "Together we fall apart" na "In venere veritas". Fascynuje mnie ta zmiana w brzmieniu refrenu - słowa tak bardzo melodyjnie się układają, że mam nadzieję, że na ich bazie powstanie inna piosenka. 





Copyright © Satukirja , Blogger