Przyszedł dzień rozstrzygnięcia konkursu urodzinowego. Jestem oczarowana wszystkimi pracami, które wylądowały na mojej skrzynce pocztowej. Coś niesamowitego! Nie spodziewałam się, że aż tyle kreatywności w Was to wyzwoli. Jestem też bardzo zdziwiona formą, którą upodobała sobie większość uczestników. Spodziewałam się głównie krótkich opowiadań, a dostałam w większości wiersze. Dziękuję nie tylko za prace konkursowe, ale też za wiadomości z inspirującymi słowami - to niesamowite, że konkurs zmotywował niektórych z Was do powrotu do pisania.
Zwycięzcą konkursu jest Monika (mess and all the rest), której serdecznie gratuluję. Wierszyk okazał się tak fenomenalny, że przeczytałam go już kilkadziesiąt razy i za każdym razem uśmiecham się szeroko. Tak wiele motywów fińskich w kilku wersach! Mam nadzieję, że herbatka zainspiruje Cię do kolejnych wierszyków (mogą być nawet z Muminkiem w tle!), a przepis na ciasteczka będzie perfekcyjny, niczym słodkości Fazera. To właśnie do Ciebie powędrują wykrawaczki do ciastek i herbata z Muminkami. Gratuluję!
W czasie wyprawy do Helsinek,
Odwiedził mnie pewien miły Muminek,
By kroku dotrzymać podczas wyprawy.
Swym fińskim zwyczajem zaoferował kawy,
następnie ciastko w cukierni u Karla*
aby wycieczka nie była marna!
(słodycze są moją wielką słabością
a czekolada fińska jest mą prawdziwą miłością)
Nie można odmówić takiej propozycji,
gdy jest się fanem muminkowej aparycji.
Po ciastku i kawie, nadszedł czas na zwiedzanie,
wyspy zielonej, na morzu, schowanej w trawie,
Wyspa ta o nazwie - Suomenlinna,
jest niezwykłością nie tylko dla Fina,
po tej wyprawie, i powrocie do portu,
by zażyć chwili miłego komfortu,
Muminek wziął mnie na obiad niedrogi,
gdzie zjeść mogliśmy ryby i karelskie pierogi,
Taki to własnie spotkał mnie przywilej,
że Pan Muminek oprowadzał mnie najmilej,
a moje wakacje - aż tak wyjątkowe
że odjęło mi mowę i straciłam głowę.
PS.
Pan Muminek, przyjaciel Tove,
wywołał we mnie prawdziwe love :)
*Karla Fazera oczywiście!
Serdecznie gratuluję również pozostałym uczestnikom konkursu. Wasze prace również namalowały na mojej twarzy szeroki i prawdziwy uśmiech. Wierzcie mi lub nie, ale od uśmiechu aż bolały mnie policzki. Niezwykłą radość sprawiło mi czytanie tych prac i mam nadzieję, że równie przyjemnie Wam się je tworzyło. W ramach nagrody powędrują na Wasze skrzynki mailowe kody rabatowe do Sklepu z powyłamywanymi nogami.
Praca Ilony (booksofmylifeee) - "Sara i jej nowy przyjaciel."
Pewnego dnia wyszłam na podwórko. Była to niedziela, zdecydowanie cieplejsza niż zawsze. Postanowiłam posiedzieć trochę na ławce przed domem i poczytać moją ulubioną książkę " W dolinie Muminków ". Od kiedy pamiętam miałam obsesję na punkcie Muminków. Muminki to było całe moje życie, tak myślałam dopóki nie nadszedł ten dzień. Wracając do tej pięknej niedzieli, usiadłam na ławce i zaczęłam czytać. Po pewnym czasie uświadomiłam sobie, że tak naprawdę to nie czytam ja. To znaczy czytałam w myślach ale słyszałam jakiś dziwny głos z za krzaków. Ten ,,głos" czytał tę samą książek co ja oraz ten sam fragment. Kiedy oderwałam się od czytania głos ucichł. Pomyślałam wtedy, dobra zobaczmy co się wydarzy gdy wrócę do czytania. Schyliłam głowę nad książkę i nagle głos znów zaczął czytać. Podniosłam wzrok i nastała cisza.Opuściłam głowę, głos. Podniosłam, cisza.
-Co do cholery! - krzykłam z frustracją ale i z lekkim strachem. Kolejna cisza. Może to mój głupkowaty brat? Znowu zaczyna mi się psocić. Ale skąd by znał tekst? Dobra koniec tych żartów, pomyślałam. Zaczęłam znowu czytać aby dowiedzieć się skąd dokładnie dobiega głos. Głos dobiegła z krzaków, które obrastają ogromne kamienie i kamyki. Podeszłam do krzaków wolnym krokiem, odgarnęłam je ręką i zaniemowiłam. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Jak? Jak to możliwe? Nie, to nie możliwe to tylko głupi żart. Przed sobą zobaczyłam stworka z Finlandii, a dokładnie siedzącego Muminka, który trzyma w jednej dłoni książkę a w drugiej kamyk. Obok jego stał koszyk pełen kolorowych kamieni z naszego ogródka.
-Oskar! Dość! Twoje żarty są już na prawdę nudne. Wyjdź i przestań robić z siebie głupca! Muminek, a raczej osoba prebrana za niego spojrzała na mnie po czym się odezwała.
-Nie jestem Oskarem, jestem Muminek! I proszę mnie nie obrażać!
O boże , to nie Oskar, to nie ten sam głos.. Dopiero teraz się zoriențowałam.
-Nie wierzę Ci! Zdejmij ten kostium i się ze mnie nie nabijaj. To już nie jest zabawne! Kim jesteś co? Może to ty Alice? Wiem, że mnie nie lubisz i świetnie potrafisz zmieniać głos. - Tak, to na pewno ta wredna sąsiadka Alice.
- Jestem Muminek! Przestań mnie obrażać!
- Potrafisz mówić coś innego oprócz ,,Jestem Muminek, przestań mnie obrażać". - Gdy tylko to powiedziałam, zrobiłam w powietrzu za pomocą palców cudzysłowie.
-Umiem. Jestem Muminek i czytam z tobą książkę a ty tylko mnie obrażasz. - odpowiedział mi nawet się na mnie nie patrząc.
-Tak.. Udowodnij! Nie wierzę ci w ani jedno słowo. Po pierwsze to nie możliwe. Po drugie.. Nagle Muminek wstał i pokazał mi swoją skórę. Rzeczywiście była to jego skóra a nie przebranie. Nie mogłam w to uwierzyć, ale gdy zobczyłam, że ma prawdziwą skórę zaczęłam mu wierzyć. Tak, możecie pomyśleć, że zwariowałam. On żyje, jest na moim podwórku, czyta moją ulubioną książkę i tak jak w książkach zbiera kamyki!
-Ja chyba śnię albo nie wiem sama.. Chciałam coś jeszcze powiedzieć ale nie wiedziałam co.
-Tak Saro, śnisz na jawie. Jeżeli chcesz mogę ci wszystko opowiedzieć ale to nie dziś i nie tutaj..
I w tym momencie obraz zaczął mi się rozmazywać. Obudziłam się i wtedy zobaczyłam, że tak na prawdę nie wyszłam wtedy na dwór tylko zasnęłam w łóżku myśląc o tym aby wyjść. Ale to nie wszystko. Kiedy odwróciłam się na drugi bok, na poduszce leżała książka. Nie ta moja, ta druga. Na książce widniała porcelanowa postać Minionka a obok kartka. Wzięłam do ręki kartkę i przeczytałam ,,Dziś wieczorem kiedy zaśniesz spotkamy się nad stawem, tam opowiem Ci całą historię dlaczego pojawiam się w twoich snach. Do zobaczenia Saro''.
I tak właśnie zyskałam najlepszego sennego przyjaciela.
Praca Judyty (Dycia)
Był sobie mały muminek
który budował kamienny kominek
Bo nie chciał marznąć w zimowe wieczory
Nie chciał być znowu ciągle chory
Lecz coś mu nie szło, trudna to praca
ale to praca, więc się opłaca
miał być ogień i ciepła wiele
a tu na pomoc przyszli przyjaciele
I cała praca ruszyła wielką parą
wozili cement metalową karą
I tak w kilka godzin powstał kominek
Z czego ucieszył sie mały muminek
Mama muminek zrobiła herbatę
Zaprosiła przyjaciół i od muminka tatę
Wszyscy posiadali przed pięknym kominkiem
i taka to historia z kochanym Muminkiem!
Praca Agnieszki (Avrea) - "Muminki"
Wszystkie Muminki mają słodkie minki i piją pełne dzbanki herbatki
Choć u Małej Mi dziewczynki raczej , to są kwaśne minki
Tupnie nogą , zrobi minę kwaśną jak cytrynę i jak nie kochać taką dziewczynę :)
Za to Włóczykij prawie nic nie powie , bo ma plany następnych podróży po herbatę już w swej głowie.
Mama Muminka herbatę parzy i całą Rodzinkę i Przyjaciół napoić marzy :)
Tata Muminka teraz poważny ,a kiedys był bardzo nierozważny ;)
Za to Muminek z Panną Migotką zawsze się cieszą z herbaty i usmiechają słodko :d
Tak to się toczy życie przy herbacie w Dolinie i z tego Rodzinka Muminków słynie :))
Praca Katrzyny (Powicher) - "Spotkanie"
Powietrze
pachniało już inaczej. Zdecydowanie
inaczej niż jeszcze tydzień czy dwa temu. Znów nastał ten magiczny czas, kiedy
wszędzie zaczynają dominować nuty
jesienności. Zwłaszcza jeśli chodziło o zapachy. Jasnowłosa dziewczyna, która
właśnie pojawiła się u stóp niewielkiej ścieżynki, uwielbiała ów moment i za każdym razem nieco
mocniej odczuwała, że zbliża się jej ulubiona pora roku. Wciągnęła powietrze głęboko w płuca,
uśmiechnęła się i pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Wąska, mało uczęszczana dróżka
prowadziła nieco w górę pośród rudziejących już łąk, a jej koniec znikał w
leśnym gąszczu. Dziewczyna maszerowała raźno, cieszyła się popołudniowym
słońcem, którego dobrotliwe promienie barwiły wszystko na złoto i pomarańczowo.
Powoli zbliżał się wieczór i ktoś postronny mógłby pomyśleć, że to nie jest
najlepsza pora na wędrówki zwłaszcza, że wraz z wieczorem zbliżał się typowy,
wrześniowy chłód. Jednak dla miłośniczki jesieni była to wręcz idealna pora. Nie
byłą ona bowiem zwykłą podróżniczką, która postanowiła wybrać się na
grzybobranie. Jasnowłosa była leśną czarownicą, zielarką i szeptunką. W
zasadzie wszystkim po trochu, taką bowiem wyrobiła sobie szeroką specjalizację.
Lubiła otaczającą ją aurę tajemniczości i ten respekt oraz szacunek, z jakim
odnosili się do niej ludzie. Oczywiście po cichu żartowali sobie z jej „pracy”
bo cóż to niby za zajęcie, czarownicowanie? Zabobon i zaściankowość, ot co.
Przecież nawet nie wyglądała jak czarownica, żadnych brodawek na nosie, siwych
włosów ani garbu na plecach. Nie miała nawet miotły ani kosturka, że już nie ma
co wspominać o chatce na kurzej nóżce. Phi, taka czarownica. Uzurpatorka! Ale gdy przychodziło co do czego i pojawiała
się paląca potrzeba pomocy, ich kroki zawsze nieomylnie kierowały się najpierw
ku domowi tej właśnie „uzurpatorki”. Imię dziewczyny niech pozostanie tajemnicą,
zupełnie jak to co ją spotkało w lesie. Ale o tym za chwilę…. Wróćmy jednak do
naszej historii. Dziewczyna dotarła do skraju lasu i śmiało wkroczyła w
ciemniejącą już coraz bardziej knieję. Taki wczesny wieczór, na przełomie
spalającego się już lata i wczesnej jesieni był idealnym momentem na zbiór
rzadkich gatunków ziół i porostów niezbędnych każdej szanującej się czarownicy
do jej tajemnych mikstur. Lub po prostu niezbędnych. Choćby do pysznej,
rozgrzewającej herbaty z brzozowej kory która przy okazji eliminuje ból
głowy. W każdym razie po to właśnie
nasza czarownica wybrała się na tą wieczorną wyprawę. Weszła w las głębiej, do
tylko sobie znanych miejsc. Zbierała zioła i inne ingrediencje szybko, sprawnie
i ze znawstwem, nie niszcząc przy tym leśnego poszycia ani nie szkodząc w żaden
sposób żadnym innym leśnym mieszkańcom. Gdzieś nad nią kołowały ptaki i swym
trelem witały nadchodzącą noc. Nieopodal
w gęstwinie odzywały się dzikie
zwierzęta, wybierające się powoli na żer. Wbrew pozorom las nie był cichy i
spokojny, a zwłaszcza nie o tej porze. Dziewczyna z uśmiechem przysłuchiwała
się jak od poszycia aż do koron drzew tętni w nim życie. Znała i bardzo lubiła
te odgłosy, nie bała się ale też nie starała się niepotrzebnie nie
manifestować swojej obecności by nie
zakłócać harmonii lasu. Ta wizyta w lesie była także dla niej swoistą chwilą
wytchnienia od pędu codzienności. Czarownica, choć parała się zawodem dość
niewspółczesnym to zupełnie współcześnie cierpiała na brak czasu na wszystko.
Oczywiście bywała zestresowana, zmęczona, zniechęcona…ale to chyba było
normalne w dzisiejszych czasach…Nie ma co narzekać, życie i już. Wtem, gdy
zatrzymała się przy wyjątkowo dorodnych okazach dzikich pokrzyw (świetnych na
zupę), jej uszu doleciał dźwięk obcy i zupełnie nie znany. A już na pewno nie
był to odgłos, którego można się było w tym lesie spodziewać. Mianowicie gdzieś
w pobliżu, w odległości może parunastu kroków od miejsca w którym przystanęła,
w pobliżu słychać było dźwięk…harmonijki. Zwykłej ustnej harmonijki. Ktoś szedł
lasem i grał, a melodia była tak smutna i tęskna, tak cudownie komponowała się
z zapadającym zmierzchem, że dziewczyna nawet przez moment nie pomyślała, że
ten kto ją gra, może mieć jakieś złe zamiary. Wsłuchana w melodię odłożyła
koszyk i nóż, otrzepała kolana z mchu i cicho, powoli ruszyła ku źródłu
dźwięku. Po cichu przebrnęła przez chaszcze i leśne ostępy, melodyjka była
coraz głośniejsza. Ciekawe, kim jest ten leśny grajek? Przystanęła w zasadzie
tuż przy ścieżce, po której (jak przypuszczała) maszerował ów osobnik. Ukryła
się za grubym pniem omszałego drzewa, ot tak na wszelki wypadek gdyby jednak
grajek okazał się być nieprzyjemny....Odgłos harmonijki znów przybrał na sile i
po chwili oczom czarownicy ukazała się postać mężczyzny, a może jednak chłopca?...
Osobnik ubrany był w zielony podróżny
płaszcz, szalik, buty typowego wędrowca oraz dziwny, spiczasty i nieco już
sfatygowany kapelusz. Podróżnik miał na plecach równie sfatygowany, ale bardzo fachowo spakowany plecak, przy
jednej ze szlufek umocowany namiot, a także dzbanek do gotowania kawy nad
ogniskiem. Wędrowiec szedł niespiesznie,
miał w sobie coś…nieziemskiego. Taki spokój, jakby stanowił nieodłączny element
krajobrazu. A melodia była coraz bardziej słodka i coraz bardziej tęskna.
Czarownica wbrew zdrowemu rozsądkowi wyłoniła się zza drzewa, przystanęła na
ścieżce tuż przed wędrującym. Serce jej biło mocno, przyspieszonym rytmem gdyż
zdaje się, że rozpoznała tą dziwną osobistość. Wędrowiec spokojnie dokończył
grać, zatrzymał się na chwilę i popatrzył na dziewczynę dużymi oczami o niesłychanej głębi. Uśmiechnął się lekko,
sympatycznie.
-
Hej, hej. Czyż to nie piękny wieczór na piosenkę? – spytał ciepłym głosem,
szarmancko uchylił kapelusza.
-
Hm…ta-ak. Witaj, to faktycznie bardzo piękny wieczór… - usłyszała, że trochę
się jąka. Czyżby się zawstydziła? A może to niedowierzanie odebrało jej
zdolność normalnego mówienia? Bo przed nią oto, jeśli nie mylił jej wzrok i nie
zwodziły pozostałe zmysły, stał właśnie Włóczykij we własnej wspaniałej osobie.
Postać ukochana, najulubieńsza ze wszystkich bohaterów opowieści niezrównanej
Tove Jansson. Wolny duch, pierwszy
poznany w dzieciństwie anarchista i ideał każdej małej dziewczynki. Tylko że…no
właśnie. Włóczykij był postacią fikcyjną, owszem może i inspirowaną kimś
realnym, żyjącym niemniej wciąż pozostawał bohaterem książki. A ten, którego
miała przed sobą czarownica nie wyglądał jakby był narysowany. Był żywy,
realny, na wyciagnięcie ręki.
-
Czy ja cię naprawdę widzę? – spytała wciąż oszołomiona dziewczyna. A Włóczykij,
cóż jak to Włóczykij, wzruszył ramionami i poprawił na ramionach swój wysłużony
plecak.
-
Być może mnie widzisz. Za pewne tak właśnie jest chociaż…skoro wieczór jest dobry
na piosenkę, to może też jest dobry by śnić na jawie. Nie uważasz? – jego
uśmiech stał się odrobinkę zadziorny. Włóczykij poprawił kapelusz i szalik,
przetarł rękawem grzbiet błyszczącej harmonijki po czym skinął oniemiałej
dziewczynie głową – Czas na mnie, wszak piosenka nie ułoży się sama. Hej! –
rzucił po czym wyminął czarownicę, a już po chwili smutna melodia ponownie
rozbrzmiała wśród drzew. Dziewczyna zamrugała gwałtownie, odwróciła się i nawet
zrobiła krok w stronę odchodzącego ścieżką wędrowca, ale coś jakby wmurowało ją
w ziemię i zupełnie odebrało zdolność poruszania się. Zrezygnowana patrzyła
więc jak Włóczykij znika wśród gęstwiny i po chwili widziała już tylko
niewyraźny zarys postaci i ulotne, ledwo słyszalne już dźwięki harmonijki. W
zasadzie dopiero przelatująca nisko nad jej głową sowa wyrwała ją z tego
dziwnego odrętwienia i zadumania. Czarownica pokręciła głową, cały czas
niedowierzając czy to to się wydarzyło było jawą czy jak sugerował Włóczykij
snem na jawie? Ogarnęło ją błogie poczucie nostalgii pospołu z rozczuleniem i
taką niewyobrażalnie wielką tęsknotą za dzieciństwem, kiedy to ów bohater był
bardzo ważną, wręcz kluczową postacią w jej życiu. Przypomniała sobie te
wszystkie chwile, kiedy zapominała o całym świecie przy lekturze „Muminków.”
Kiedy potrafiła godzinami rozpaczać, gdy Włóczykij odchodził na Południe i
kiedy pospołu z Muminkiem zastanawiała się, czy powróci do Doliny. Kiedy wraz
ze wszystkimi mieszkańcami Doliny Muminków wsłuchiwała się w te wesołe i w te
zupełnie smutne melodie wygrywane na harmonijce. Kiedy zazdrościła Muminkowi i
Małej Mi, że mogą biec beztrosko do miejsca nad rzeką gdzie Włóczykij miał swój
namiot i wraz z nim pić pyszną kawę i przeżywać przygody….”Kiedy ja tak szybko
dorosłam?” pomyślała zaskoczona. Jeszcze raz popatrzyła na drogę, gdzie ostatni
raz widziała Włóczykija. I sama już nie wiedziała, czy to faktycznie była
prawda. Nad lasem zapadła już noc, czarownica uświadomiła sobie, że z dalszego
zbierania ziół już nici. Wróciła więc do miejsca gdzie pozostawiła swój
dobytek, zebrała wszystko i powoli wyruszyła w drogę powrotną do domu. W
powietrzu unosił się zapach babiego lata i palonych ognisk, ciemność nocy
rozświetlały właśnie te pomarańczowe punkciki płonącego ognia, rozstrzelone
niczym gwiazdy na zboczach pagórków. Czarownica szła, zadumana i zamyślona nad
tym co się przydarzyło. Nagle coś błysnęło
na ścieżce tuż przed nią. Jakiś metalowy przedmiot? Pochyliła się by już
po chwili z rozczuleniem trzymać w dłoni małą, srebrną ustną harmonijkę. A więc
to jednak nie był sen! To była prawda, a harmonijka była tego najlepszym
dowodem. Czarownica przytuliła instrument do serca, zrobiło jej się tak błogo i
dobrze, tak ciepło i spokojnie. Pomyślała z wdzięcznością o tych wszystkich
chwilach z dzieciństwa, które spędziła w towarzystwie stworków z Doliny
Muminków. Spotkanie Włóczykija było jak powrót do tych szczęśliwych czasów.
Zapewne to właśnie miało na celu, przypomnienie jej, że warto oddać się marzeniom,
warto wypić z przyjaciółmi dobrą kawę, warto ułożyć piosenkę w piękny, jesienny
wieczór. Poczuła się szczęśliwa. I z tym nowym ładunkiem szczęścia i wspomnień,
a także zwykłej wdzięczności, ruszyła do domu obiecując sobie, że jeszcze tego
samego wieczoru przy dobrej herbacie powróci znów do krainy dziecięcych marzeń.
Powyższa nagroda - wykrawaczki do ciastek oraz zestaw czarnych herbatek z Muminkami - trafia do rąk Moniki, a kody rabatowe do Sklepu z powyłamywanymi nogami otrzymali wszyscy uczestnicy. Jeszcze raz wszystkim serdecznie dziękuję - zarówno uczestnikom, jak i fundatorom nagrody. Ekipo stołowa, jesteście najlepsi! Cieszę, że cudowne Muminki z Waszego sklepu znają nowy dom. A zainteresowanym Muminkami radzę śledzić mojego IG - @pikku_vampyyri, gdzie niebawem pojawi się kolejny konkurs.
Super prace! Zasłużyłaś na nie! Na prawdę można się przy nich uśmiechnąć. :D dziękuję za udostępnienie mojego. I gratuluję osobie, która wygrała! Zasłużyła <3
OdpowiedzUsuńNo przy Twojej to już się wybitnie uśmiechałam. Świetny pomysł miałaś! :D
UsuńTak w sumie trochę o Tobie ;D
UsuńNie wiem, czy to mnie bardziej rozczuliło, czy rozwaliło, ale było świetne :D
Usuńdziękuje za konkurs i świetna zabawę
OdpowiedzUsuńGratuluję Zwycieżczyni :)))
Również dziękuję! :)
UsuńAle super prace! Gratuluję wszystkim! <3
OdpowiedzUsuńNastępnym razem może i ja wezmę udział :)
Prace są genialne! Mam nadzieję, że następnym razem faktycznie się skusisz :)
UsuńZwykle nie mam czasu na te konkursy, w których trzeba się wykazać :/
OdpowiedzUsuńKonkursy, w których nie trzeba się wykazać, nie mają absolutnie żadnego sensu. Z kolei większość "rozdań" jest nielegalna, warto o tym poczytać trochę ;)
UsuńJak już będę na tyle sławna, żeby móc robić rozdania, to poczytam ;) konkursy owszem, są bez sensu jeśli się nie trzeba wykazać, chociaż raz na jakiś czas można się skusić ;) ja mam ten problem, że zawsze o konkursach zapominam, nawet jak sobie je gdzieś zapiszę :D Na większe akcje recenzentek na fb ustawiam sobie milion przypomnień :D
UsuńDo tego nie trzeba być sławnym :D Jasne, że są kuszące te konkursy - dostajesz książkę za nic tak naprawdę. Ja tam wolę jednak pobudzić kreatywność swoich czytelników, niż uczyć ich bezczynności.
Usuń