Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty

9/15/2020

9/15/2020

Dacre Stoker, J. D. Barker "Dracul"

Dacre Stoker, J. D. Barker "Dracul"

Motyw krwiopijców w literaturze obecny jest od dawna, a postać wampira zmienia się w zależności od epoki. Jakiś czas temu rynek był wręcz przesycony bohaterami z mniejszymi lub większymi kłami, a moda ta zaczęła się od wielkiej ekspansji "Zmierzchu", który dość drastycznie zmienił wizerunek wampira. Przez to lub też dzięki temu czytelnicy docenili jednego z najsłynniejszych upiorów literatury - Draculę. 

Powieść Brama Stokera wspominana była (i wciąż jest) tęsknie przez fanów horrorów i grozy. Nic dziwnego, że liczne nawiązania do jego kultowego dzieła pojawiają się w różnych dziedzinach sztuki - w kinie, teatrze i, oczywiście, literaturze. Kiedy więc zobaczyłam, że potomek ojca Draculi  i J.D. Barker wydają książkę, będącą tak naprawdę wstępem do "Draculi", byłam zachwycona. Niemniej, mój zachwyt nie był wcale mniejszy od oczekiwań - a te były naprawdę spore. 

"Dracul" opowiada o życiu Brama Stokera - o jego dzieciństwie, młodości i dorosłości. Okazuje się, że to właśnie wydarzenia z dzieciństwa pobudziły wyobraźnię znanego pisarza - choroba przykuła go do łóżka, ale nie zaćmiła spostrzegawczości. Kilkuletni Bram zauważył zjawiskową zbieżność pomiędzy jego stanem zdrowia a samopoczuciem jego ukochanej opiekunki - Ellen Crone. To zjawisko doprowadziło go w dorosłości do wieży, w której próbował stawić czoła nieznanemu złu. Najpierw jednak musimy dowiedzieć się, jak do tego doszło...

Jestem pełna uznania dla autorów za niesamowitą kreację bohaterów. Rodzina Stokerów była liczna, jednak udało się zobrazować ich członków oraz zażyłości między nimi - w szczególności rodzeństwo kluczowe dla fabuły. Chociaż imion przewinęło się przez książkę dość sporo, każde z nich otrzymało twarz oraz własną historię - adekwatnie do odgrywanej roli. To sprawiło, że bohaterowie charakterologicznie różnią się od siebie, a do tego wielu autorów nie przywiązuje aż takiej wagi. 

Nie spodziewałam się, że moją ulubioną postacią okaże się kobieta. Niestety, zazwyczaj w literaturze spotykam słabe i irytujące przedstawicielki płci pięknej. Nie sądziłam, że siostra Brama okaże się kobietą z charakterem, silną, odważną, pełną życia, otwartą, utalentowaną i zdecydowanie wyprzedzającą swoje czasy. 

Epoka także została przedstawiona w taki sposób, że w głowie momentalnie maluje się opisywany obraz. Duch czasów został zamknięty w słowach oraz wydarzeniach - zdecydowanie można go wyczuć, kiedy mowa była o sytuacjach z udziałem studentów medycyny. Mnie bardzo zaciekawiło traktowanie osób chorych psychicznie oraz klasyfikacja i leczenie chorób psychicznych. O ile metody są mi znane przez studia psychologiczne (historia myśli psychologicznej to naprawdę ciekawy przedmiot!), to Dacre Stocker i J.D. Barker sfabularyzowali znajome sceny z podręcznika. 

To wszystko było możliwe dzięki opisom - nie, nie były one za długie, jak to często bywa. Były istotne dla budowania klimatu grozy (ach, te irlandzkie zamki...), ale nie pełniły wyłącznie funkcji ozdobnej. Były potrzebne i kluczowe dla fabuły, napędzały watką akcję. W długich fragmentach bez dialogów także działo się sporo, choć wiele kiepskich książek nauczyło mnie, niestety, że opisy to tylko ozdobniki. "Dracul" jest pełen opisów, które są potrzebne, a elementy grozy są w nie naturalne wplecione. Budzące emocje rekwizyty nie są ot tak wrzucone do tekstu, a jednocześnie nie wiemy, kiedy możemy się ich spodziewać. Dodać do tego pojawiający się raz na jakiś czas żart, a otrzymujemy naprawdę rewelacyjny styl pisania. 

To jednak nie wszystko, bo książkę urozmaicają także listy - zarówno Brama, jak i jego siostry oraz brata. Różne spojrzenia na rozgrywające się wydarzenia poszerzają horyzont czytelnika, a jednocześnie dodają klimatu powieści. Zmienność narracji oraz epistolarne fragmenty dodają autentyczności przedstawianej historii. 

Aurę grozy i tajemniczości podtrzymuje także rozstrzał czasowy. Zmienność chronologiczna rozdziałów buduje napięcie - szczególnie, kiedy przeszłość w końcu musi spotkać się z teraźniejszością, którą znamy od pierwszych stron powieści. Od samego początku wiemy, że Bram w końcu będzie musiał spotkać się na wieży z nieokreślonym złem. Jakie to zło? Tego stopniowo będziemy się dowiadywać z przeszłości pisarza. Jednak punkt zderzenia się tych czasów nie jest punktem kulminacyjnym - zaskakująco akcja rwie dalej. 

"Dracul" nie jest jednak idealny. Pojawiło się, niestety, kilka sprzeczności (niewiele, ale jednak) oraz niejasnych fragmentów, które musiałam konfrontować z wydarzeniami lub słowami sprzed kilku stron. Takie sytuacje nie miały miejsca zbyt często - dużo gorzej w mojej ocenie wypadają wydarzenia po wspomnianym zderzeniu się przeszłości z teraźniejszością. Spodziewałam się, że to właśnie w tej części będą miały miejsce najbardziej zapadające w pamięci sceny.  Niemniej, samo zakończenie bardzo mnie zaskoczyło - nie wspominając nawet o całkowicie niespodziewanej genezie powstania "Draculi". Co jak co, ale źródła znanej książki nie można się spodziewać przez całą powieść.

Polecam serdecznie - w szczególności znudzonym czytelnikom, którzy dawno nie trzymali w rękach dobrej książki o wampirach. "Dracul" będzie idealną propozycją na zbliżające się jesiennie i zimowe wieczory. Przy tak wciągającej lekturze długie noce (nie) będą straszne. 


Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca
Data wydania: 02.09.2020
Liczba stron: 544
Przeczytane: 06.09.2020
Ocena: 8/10


9/06/2020

9/06/2020

Dawid Kain "Wszystkie grzechy Korporacji Somnium"

Dawid Kain "Wszystkie grzechy Korporacji Somnium"

Do książek współczesnych polskich autorów podchodzę z olbrzymim dystansem, a im głośniejsze nazwisko, tym większego rozczarowania się spodziewam. Szczególnie na bakier mam z polską fantastyką - to właśnie ten gatunek wprawia mnie w największe zakłopotanie. Z sercem na ramieniu sięgnęłam po "Wszystkie grzechy Korporacji Somnium". Patrząc jednak na gabaryty książki, mogłam stracić niewiele czasu lub zyskać krótką, ale dobrą lekturę. 

Książka to zbiór siedmiu opowiadań Dawida Kaina. Opis na odwrocie okładki mówił niewiele,  ale wymienione są za to poszlaki, wskazujące na owianą tajemnicą Korporację Somnium - nanotechnologia, nieśmiertelność, metafizyka, światy równoległe, klonowanie i kontrola umysłów. 

Brzmi ciężko i topornie? Owszem. Czy wykonanie też takie było? Ani trochę. Opowiadania są napisane zaskakująco lekkim i jakże dobrym stylem. Nie spodziewałam się, że pozycja zahaczająca o zagadnienia metafizyki i nanotechnologii możne być zakreślona w tak przystępny sposób. Dzięki temu, a także przez niewielką liczbę stron, "Wszystkie grzechy Korporacji Somnium" stanowi idealną propozycję na jeden wieczór. 

Bardzo podoba mi się sama tematyka - takie motywy nie są aż tak często spotykanie, szczególnie na polskim rynku tytułów fantasy. Ponadto, Dawid Kain podszedł do problematyki w sposób niekonwencjonalny, nieoczywiście żonglując tymi hasłami. W końcu podczas lektury nie miałam wrażenia, że coś podobnego już czytałam. Miałam przed sobą książkę, która nie jest w kółko o tym samym i nie przypomina większości pozycji na rynku. 

Opowiadania same w sobie są niebanalne, pomijając nawet intrygującą tematykę. Czytelnik łatwo odnajduje się w fabule naprawdę różnych od siebie opowiadań, których akcja poprowadzona jest nieszablonowo. Zakończeń najczęściej nie sposób przewidzieć. Na plus zasługuje również odpowiednie ułożenie utworów w całym zbiorze.

Jestem zahipnotyzowana także niepokojącym klimatem opowiadań. Nie były one straszne w klasycznym pojęciu tego słowa, ale na pewno budziły szczególny niepokój i niepewność - tym bardziej, że bazowały na czymś, co większość z nas zna mniej lub bardziej. Mowa o Krakowie, który w zbiorze pojawił się kilkukrotnie i za każdym razem bliskie mi miasto zostało przedstawione jako miejsce zupełnie obce. 

Jeśli ktoś poszukuje niebanalnej, innej i ciekawej książki, polecam "Wszystkie grzechy Korporacji Somnium".  


Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 31.07.2020
Liczba stron: 133
Przeczytane: 22.08.2020
Ocena: 8/10

2/25/2017

2/25/2017

Norah Lofts "Czarownice z Walwyk"

Norah Lofts "Czarownice z Walwyk"
Całe życie można przyrównać do wznoszenia budowli - solidnej i stałej - na której szczycie stoisz ty. Jedna rzecz prowadzi do następnej, przyczyna wiedzie do skutku - budowla pnie się do góry wraz z tobą.

"Czarownice z Walwyk" pierwszy raz zwróciły na siebie moją uwagę przed Bożym Narodzeniem, jednak nie stały się moim gwiazdkowym prezentem. Prawdę mówiąc, bardzo się z tego powodu cieszę, ponieważ nie byłby to wielce udany podarunek. Koniec końców, książka znalazła się na mojej półce tylko dzięki kuszącej zniżce przy zamawianiu podręczników na studia. 

Nie czuł żadnego smutku. Nikt nie cierpi dwa razy z powodu tej samej straty. 

Na okładce widnieje autor zupełnie inny, aniżeli w rzeczywistości - Peter Curtis to tak naprawdę Norah Loft. Znalazła się również informacja, jakoby autorka została nagrodzona licznymi nagrodami. Zadałam sobie nieco trudu i zweryfikowałam tę informację, choć do teraz nie mogę uwierzyć w ten fakt. 

Było to prawdopodobnie złe, złe i słabe, tak lubować się tym pięknym otoczeniem i cenić sobie coś, co przecież jest tylko materialne. trzeba zawsze pamiętać, jak mało ważne są takie rzeczy...

"Czarownice z Walwyk" miały być klasyczną literaturą grozy. Dodać to tego, że autorka została nominowana do Nagrody im. Edgara Allana Poe, a już w mojej głowie pojawił się ogólny zarys klimatu powieści. Jakie było moje rozczarowanie... Główna bohaterka, panna Mayfield, właśnie otrzymała posadę dyrektorki i nauczycielki w prywatnej szkole kanonika Thorby. Przekonała go swoją skromnością i doświadczeniem zawodowym, które zdobyła w Afryce. Życie w malowniczej wiosce wydaje się być sielanką, dopóki panna Mayfield nie znajduje karteczki z informacją, jakoby jedna z uczennic była krzywdzona przez wychowującą ją babcię. Stojąc na straży dobra dzieci, próbuje rozwiązać ten problem, choć z marnym skutkiem. Dziewczynka wszystkiemu zaprzecza, a wszystkie wskazówki prowadzą donikąd. Jednakże kobieta czuje czające się niebezpieczeństwo i próbuje ochronić Ethel. Starając się dotrzeć do sedna sprawy, ściąga ciemne chmury nie tylko na siebie, ale również na niewinnych mieszkańców Walwyk. Nauczycielka pada ofiarą magicznego spisku, a w jej śmiałe hipotezy nie wierzy nawet kanonik.

No cóż, lepsi ludzie niż ja byli nieraz pokonywani. Chrześcijanie szli na arenę ze śpiewem na ustach, ale i tak pożerały ich lwy. 

Być może wstępny zarys fabuły wydaje się ciekawy i, rzeczywiście, początek kusząco zaprasza do wejścia w świat mieszkańców małej wioski. Niestety, świat ten wydaje się w nijaki i bez wyrazu, choć obiecane zostały czytelnikowi magia, groza i dreszczyk emocji. Wątki magiczne są praktycznie jedynie wspominane, wymieniane cały czas, choć nie zostały dokładnie przedstawione. Coś na wzór "jest, ale nie ma", co wywołało we mnie olbrzymi niedosyt. Liczyłam na szczegółowe opisy sabatów, praktyk wiejskich wiedźm oraz ich magicznych mikstur. 

Musisz być tolerancyjny. Świat jest starszy niż chrześcijaństwo.

Krzywdzący czytelnika był przede wszystkim styl autorki. Po osobie, która urodziła się ponad sto lat temu, spodziewałam się bardziej wyszukanych form i dobrego smaku literackiego. Przeżyłabym słabo rozwijającą się akcję, pustych bohaterów, brak klimatu grozy i nijakie opisy, gdyby dialogi i narracja były na wyższym poziomie. Przez owe niedociągnięcia powieść miała charakter książki napisanej przez zdecydowanie bardziej współczesnego laika, podczas picia popołudniowej kawy w ogrodzie. W dodatku spłodzonej pośpiesznie z obawy przed nadciągającymi chmurami burzowymi. 

Mówił sobie, że hinduizm, buddyzm, mahometanizm i chrześcijaństwo mają prawo współistnieć, że żadna wiara nie ma monopolu na moralność. 

Jeśli ktoś szuka mało wyszukanej powieści na deszczowe podwieczorki i wcale nie gustuje w mroczniejszej atmosferze, być może to jest właśnie książka dla niego. Mnie ogólny zamysł autorki, jaki został przedstawiony w recenzji od wydawcy, bardzo się spodobał, jednak wykonanie jest naprawdę nędzne i pozostawia wiele do życzenia.

I pamiętaj, nie wolno ci się poddać. Na zawsze pozostań tą samą odważną i dobrą dziewczynką. 

Przeczytane: 03.05.2015
Ocena: 4/10


10/17/2016

10/17/2016

Joe Hill "Rogi"

Joe Hill "Rogi"

Jeśli Bóg nienawidzi grzechu a szatan karze grzeszników, to czy nie są po tej samej stronie barykady? Czy sędzia i kat nie grają w tym samym zespole?

Bywają takie książki, o których opinię mamy wyrobioną już po przeczytaniu pierwszej strony i nie zmienia się ona wraz z kolejnymi zdaniami, chłoniętymi przez nasze oczy. Są jednak i takie pozycje, o których nie wiemy do końca, co mamy sądzić. Do tego typu książek mogę zaliczyć "Rogi" Joego Hilla, syna słynnego Stephena Kinga. 

Im więcej pił, tym bardziej za nią tęsknił.

Ignatius Perrish budzi się po zapomnianej nocy z dziwną przypadłością. O dziwo, nie męczy go kac moralny po wypiciu zbyt dużej ilości alkoholu, ale dostrzega na swojej głowie rogi. Nikt nie chce mu pomóc, a ludzie wystawieni na działanie swoistych kikutów zaczynają opowiadać Igowi wszystkie swoje najmroczniejsze sekrety i pragnienia. Zupełnie, jakby wciąż rosnące rogi pokazywały wszystkim dookoła ich prywatne diabły, siedzące w zakątkach ich duszy. Ig dowiaduje się bolesnych rzeczy, których nie chciałby usłyszeć nigdy, tym bardziej z ust swoich najbliższych. Jednak rogi mogą mu w czymś pomóc. Wymuszenie mówienia prawdy może sprawić, że odkryje zagadkę śmierci swojej dziewczyny. Merrin zginęła rok wcześniej, a oprawca umiejętnie pozbył się wszystkich dowodów, przez co wszystkie podejrzenia spadły na Iga. Byli ze sobą od zawsze, a każdy dzień ich wspólnego życia wypełniony był szczęściem i bliskością, jednak jedna jedyna kłótnia w wieczór śmierci dziewczyny sprawiła, że nikt nie wierzy w niewinność Iga.

- I tak pójdziesz do piekła. 
- Już w nim jestem.


Sama nie wiem, dlaczego sięgnęłam po "Rogi" i wciąż mam mieszane uczucia w związku z tą książką, niemniej jednak przeczytania jej, ani kupna nie żałuję. Zdecydowanie jest to ciekawy przerywnik w książkach o tematyce fantastycznej (choć dla większości wszystko z nutką inności to tolkienowskie historyjki). Dlaczego? A kiedy ostatni raz znaleźliście diabła w ukazujących się teraz książkach tego gatunku? No właśnie. Tematyka niebanalna, postacie również, a już szczególnie główny bohater został nakreślony ciekawie. W dodatku Merrin nie żyje od ponad roku i ciągle wspominana jest jej śmierć, a czytając książkę, miałam wrażenie, że jest to druga (jeśli nie pierwsza) główna postać, na deser ciągle żyjąca. Ponadto wydarzenia są przedstawione w pomieszanej chronologii i z perspektyw kilku bohaterów, co jest ciekawym urozmaiceniem. I tak, wszystko jest ułożone, bez chaosu i zamieszania.



Wydaje ci się, że kogoś znasz, ale na ogół wiesz tylko tyle, ile chcesz wiedzieć.


Mimo licznych plusów, połowa książki stała się dla mnie nie do zniesienia. Jakby efekt rogów uaktywnił się i u mnie. Nie mam pojęcia, jaki był tego powód, lecz natknęłam się na opory przed czytaniem i już nie mogłam doczekać się końca, aby móc odłożyć książkę na półkę. Jednak ostatnie siedemdziesiąt, sto stron wręcz pochłonęłam. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby autor pisał tak cały czas, książka byłaby jeszcze lepsza. 

Człowiek i demon leżeli obok siebie - choć pytanie, który był którym, nadawało się na temat teologicznej debaty.

Książkę zdecydowanie polecam każdemu, a już szczególnie fanom fantastyki. To coś, kto każdy miłośnik tego gatunku powinien przeczytać. Również czytelnicy Kinga powinni zerknąć na dzieło jego syna. Nie nastawiajcie się tylko na nic, sięgając po tę książkę i bądźcie gotowi na każdą zmianę akcji. Ja z początku myślałam, że to czarna komedia napisana prostym językiem, dla podkreślenia lekkości i żartu. A wyszło, jak wyszło. Chociaż też bardzo dobrze.

Bo nie ma żadnego Boga. Wasze modlitwy to tylko szepty w pustym pokoju. 


Przeczytane: 31.05.2015
Ocena: 8/10




9/30/2016

9/30/2016

Anne Rice "Królowa potępionych"

Anne Rice "Królowa potępionych"
W tej powieści jest coś nieprzyzwoitego. Sprawia, że życie tych istot wydaje się pociągające. Początkowo nie zdajesz sobie z tego sprawy; to nocny koszmar, z którego nie potrafisz się otrząsnąć. A potem nagle czujesz się w tym wygodnie. Chcesz w tym nadal tkwić. Nawet tragedia Claudii nie może zmusić cię do odwrotu.

Minął rok. Zeszłoroczny sierpień zachwycił mnie lekturą "Wampira Lestata", którego pochłonęłam w mig. Czułam, że kolejna część "Kronik wampirów" nie będzie już tak przyjemna, więc zwlekałam z sięgnięciem po nią przez dwanaście miesięcy. Czy było warto zafundować sobie taką przerwę przed zabraniem się za "Królową potępionych"?

Ta muzyka była jak muzyka z przeszłości, kiedy wszystkie pieśni były pieśniami ciała, a pieśni umysłu jeszcze nie wynaleziono. 

Zacznę może od tego, co mnie zasmuciło najbardziej, a pojawiło się już na samym początku. Zmienił się narrator. Książka kreowana jest pod pióro Lestata, jednak już w pierwszych zdaniach wampir postanowił oddać głos trzeciej osobie liczby pojedynczej. Ot, niby bezstronny i jakże obiektywny zabieg. Ale jednocześnie książka sporo na tym straciła. Osobiście wolę drapieżność i zarazem lekkość w słowach Lestata. Cóż. Z perspektywy całości - to było dobre posunięcie, aby pokazać czytelnikowi w odpowiednim czasie odpowiednie wydarzenia, o których nasz wampirzy łobuz nie miał pojęcia. Ale jednak za mało było dla mnie tej osobowości.

- Nie przyjąłbym go i za milion lat. Bóg mi świadkiem. 
- Nie wierzysz w Boga, wiesz o tym. 
- To tylko formuła. Przekonanie jest szczere. 

W związku z rozszerzeniem obrazu i wiedzy czytelnika, pojawiło się mnóstwo nowych postaci. Jak na mój gust, aż za dużo. Ciężko było się połapać, kto jest kim i co ma w sobie takiego charakterystycznego. Historie bohaterów także ciężko było zapamiętać. Ułatwieniem było to, że każdy rozdział był skierowany uwagą na kogoś innego. Kiedy zatracałam się w jakimś rozdziale, to zostawałam na dłużej w świecie nowego bohatera. Poznawałam jego punkt widzenia, ale widziałam też te same wydarzenia z różnych perspektyw. I nie, to nie było interesujące. Wszędzie prawie to samo; te same motywy realizowane w ten sam sposób. Opowiadanie o czymś, co czytelnik już zna, na kilkadziesiąt stron, było tylko zbędnym zapełnianiem stron książki.

Ciało niewątpliwie odzyskało zdrowie, ale co uzdrowi duszę?

Ciekawym doświadczeniem był za to zmieniający się styl pisarki. Anne Rice przenosiła czytelnika w czasie, stylizując tekst pod bohatera. Ich wypowiedzi są naturalne, a charakter tych słów związany jest z czasami, w jakich żyli. Czytając opowiastki wampirów, które żyją pod sześciu tysięcy lat było męczące i ciężkie, ale w opozycji do nich były też młode wampiry i ludzie. Bardzo, bardzo ciekawe połączenia i zabiegi. Duch czasu zaklęty w słowach, a to wymagało od autorki niemałego wysiłku. Pozostaje więc w wielkim podziwie wobec niej i mianuję ją Mistrzynią Charakteryzacji Słowa.

Wiele razy był świadkiem, jak to czarne zaprzeczenie istnienia dochodziło do głosu u śmiertelnych. Słyszał, jak najmądrzejsi z nich mówili: "Nie warto żyć", i nigdy nie wiedział,  czym bredzą. Zrozumiał to dopiero teraz.

Co do samej fabuły - jak to w "Kronikach wampirów" - wszystko dzieje się dość powoli i upiększone jest dokładnymi opisami. Nie mam tutaj tego za złe, gdyż świetnie ilustruje to różnice w widzeniu świata przez człowieka i wampira. Obrazy są tym bardziej wyraźne ze względu na fakt, iż w czasie trwania akcji pojawia się aż dwójka nowych wampirów. Ich zachwyt nad światem, który widzą po raz pierwszy nowymi oczyma, jest niezwykle barwny i świetnie pokazuje te różne sposoby percepcji. Czasami miałam dość wolno toczącej się akcji, jednak to też ma swój cel. Wampiry nie muszą się śpieszyć. Na wszystko mają czas. Przecież żyją wiecznie, prawda? No właśnie.

Przeszłość może nas pouczyć, ale nie uratować. 

Ale stare wampiry niosą też ze sobą mądrość wieków. Nie chcę zdradzać podmiotu konfliktu, który jest dominujący w książce, jednak każdy bohater racjonalnie przedstawia swoje poglądy na tematy związane z ludźmi i światem, podpierając je argumentami, w których nierzadko odwołują się do tego, co było. Wątki historyczne nie są tutaj bez znaczenia, a nawet często stanowią filar danej dyskusji. Poruszone kwestie bóstw i wojen... Tak, te kwestie szczególnie sobie upodobałam.

Nie urodziło się takie stworzenie, które nie walczyłoby o swoje życie, nawet wtedy, kiedy dla tego życia nie znajduje usprawiedliwienia. Chciałem żyć, zawsze chciałem. 

Wielkim minusem była powtarzalność sporej ilości faktów i informacji, które poznajemy w czasie czytania już trzeciego tomu, jednak brakuje odwołań do poprzednich części. Owszem, zwraca się względną uwagę na to, co dotknęło danego bohatera, ale warto przypomnieć o tym czytelnikowi w sposób choćby pobieżny. Skoro jest miejsce na wałkowanie tych samych frazesów, to dlaczego by nie wspomnieć o tym, co było w poprzedniej części? No przecież czytelnik mógł zapomnieć. I tutaj nie chodzi nawet o moją roczną przerwę. Po prostu to zbudowałoby most ciągłości i jedności, a czytając, miałoby się wrażenie, że doskonale znamy temat. Tak często błądziłam wśród bohaterów, nie mogąc przypomnieć sobie ich aż tak dokładnie.

Ta noc była tak piękna. Diatryba Louisa stawała się coraz bardziej zażarta i zabawna. 
- Z ciebie diabeł wcielony, Lestacie! - mówił. - Oto twoje prawdziwe oblicze! Diabeł z ciebie jak się patrzy!
- Tak, wiem - powiedziałem, patrząc na niego z rozkoszą, widząc, jak gniew dodaje mu życia. - Bardzo lubię słuchać, jak to mówisz, Louisie. Nie mogę się bez tego obejść. Chyba nikt nie potrafiłby powiedzieć tego tak jak ty. No, dalej, powtórz to. Jestem diabłem wcielonym. Powiedz mi, jaki jestem niedobry. Nic nie sprawi mi większej frajdy!

Ale Lestata, oczywiście, się nie zapomina. Ani tego, że chciał zwojować świat, przez co obudził najpotężniejszego wampira. Królowa powstała. Nikt nie ma pojęcia, co to oznacza, jednak wszyscy wyczuwają, że nie czeka ich nic dobrego. Ale czy wampirzą matkę można zgładzić? No właśnie. Tutaj dowiadujemy się najciekawszych rzeczy na temat wampirów, a przede wszystkim poznajemy historię tej rasy i jej początek. Pojawia się też inny nadnaturalny wątek, który mnie zaskoczył. Zrealizowany jest sumiennie i równie ciekawie, jak wątek wampiryczny. Czasami mam wrażenie, że jako nowość to on dominuje w "Królowej potępionych".

- Chwała ciału - rzekła Maharet. - W ciele rozpoczyna się wszelka mądrość. Strzeż się istoty bezcielesnej. Strzeż się bogów, strzeż się idei, strzeż się diabła. 

Czy książkę polecam? Tak. Ja miejscami odrobinę się męczyłam, książkę traktowałam zbyt z doskoku, ale dałam się porwać tej historii. Trzeci tom "Kronik wampirów" nie jest tak rewelacyjny jak drugi, ani tak samo paskudny jak pierwszy. Na pewno jest ciekawy, a przez swoją wielowątkowość i różne style pisarskie każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie. 

Nadprzyrodzone, bez względu na swą postać, nie powinno ingerować w ludzką historię. 

Tymczasem ja już z niecierpliwością odliczam czas aż dostanę w swoje ręce czwarty tom. Lestat zapowiada niezwykłą zabawę, a ja chcę mu w niej towarzyszyć. Wiem jednak, że musi upłynąć trochę czasu. Ale nie pozwolę sobie czekać aż rok. Moja cierpliwość nie jest aż tak wielka, tym bardziej, że Anne Rice na sam koniec robi czytelnikowi niezłego smaku na więcej. Już ostrzę zęby, a raczej kły.

Nie ma czegoś takiego jak błąd! Jest tylko desperacja i pragnienie!


Przeczytane: 18.09.2016
Ocena: 7/10




9/21/2016

9/21/2016

Anne Rice "Wampir Lestat"

Anne Rice "Wampir Lestat"

Wiara w wartość ludzkiego życia spowodowała, że sale tortur i pale, na które wbijano niepokornych, a także jeszcze bardziej przerażający arsenał narzędzi do egzekucji uważane są dziś za niegodne człowieka i eliminowane. To właśnie wiata w wartość ludzkiego życia zmienia we Francji czy Ameryce monarchię w republikę. 
Znajdujemy się w apogeum wieku, w którym wiata chrześcijańska traci swój wszechobecny wpływ, tak jak kiedyś pogaństwo i nowy humanizm. Wiara w człowieka, jego dokonania i jego prawa jest silniejsza niż kiedykolwiek dotąd. Nie możemy jednak przewidzieć, co się wydarzy, gdy stara religia całkowicie zginie. Chrześcijaństwo powstało na zgliszczach pogaństwa, tylko po to, by w nowej formie poprowadzić dalej stare religie i kulty. Możliwe, że teraz powstanie jakaś nowa religia. Być może bez niej człowiek popadłby w nieuleczalny cynizm i egoizm, tak naprawdę bowiem potrzebuje bogów do życia. 

Słodko-gorzki smak pozostawiła po mnie lektura "Wywiadu z wampirem". Słodycz spowodowana była jednym z najlepszych charakterów w całej literaturze- Lestatem, który po dziś dzień stoi na czele listy moich ulubionych książkowych bohaterów. Niemniej, gorycz była zbyt duża, aby sięgnąć z czystym sumieniem po drugą część "Kronik wampirów" Anny Rice. Podejmowałam dużo prób, aby w końcu egzemplarz "Wampira Lestata" znalazł się na mojej półce. Ostatecznie minęło sporo czasu (lat!), aż w końcu przemogłam obawę przed kolejnym rozczarowaniem i wzięłam egzemplarz do rąk.

Prawda jest taka, że większość kobiet jest słaba, bez względu na to, czy są śmiertelne, czy nieśmiertelne. Kiedy jednak są silne, są absolutnie nieprzewidywalne.

Cała moja obawa przed rozczarowaniem się jednymi z tych "starych kanonów wampirów" odeszła w zapomnienie wraz z pierwszymi przeczytanymi słowami. "Wywiad z wampirem" diametralnie różni się od "Wampira Lestata" i szybko spostrzegłam, czym jest to spowodowane- po prostu postaciami. Sylwetka Louisa, opowiadającego swoją historię, była dla mnie nie do zniesienia. Ale Lestat... Tak, Lestat to zdecydowanie to! Zupełnie jak porównanie Edwarda Cullena z Draculą, mniej więcej. 

I bóg umiera. I bóg powstaje na nowo. Tym razem jednak nikt nie zostaje zbawiony.

Jeśli ktoś sądzi, że tytuł wskazuje na opowieść próżnego wampira o całym swoim jestestwie i niczym poza tym, jest w okropnym błędzie. W tomie spotykamy się z losami również innych wampirów (jeśli nie przede wszystkim). Historia Armanda i jego klanu odgrywa tutaj znaczącą rolę, a losy Mariusa zajmują bardzo dużo miejsca w książce- tak wiele, że w pewnym momencie Lestat całkowicie odchodzi w zapomnienie. 

Myślę, że być szczęśliwym znaczy być przygnębionym, czuć satysfakcję, płonąć. 

Co do tytułowego bohatera powieści Anny Rice... No cóż. Cały Lestat- albo się go kocha, albo nienawidzi. Jest to postać dość charakterystyczna i nie wszystkim może przypaść do gustu. 

Poezja nabiera sensu, gdy patrzysz na osobę, którą kochasz.

Wyjaśnić należy również opis od wydawcy, który jest bardzo mylący- mianowicie wątek wampira jako gwiazdy rocka. Po zapoznaniu się z wspomnianym opisem oraz kilkakrotnym obejrzeniu filmu "Królowa potępionych" sądziłam, że będzie to temat dominujący w książce. Otóż nie. Okazało się, że czasy współczesne i muzyka rockowa wspomniane są jedynie na początku oraz zajmują dosłownie jeden, ostatni rozdział. Cała reszta to opowieści o legendach z różnych kultur oraz z różnych epok, a więc łatwo znaleźć coś dla siebie. Prawdę mówiąc, jeszcze nigdy historia i mitologia egipska nie wydawały mi się tak fascynujące, jak przedstawione przez pisarkę przy pomocy wampirycznego spojrzenia na nie.

Pytać naprawdę, to znaczy otworzyć drzwi, za którymi znajduje się trąba powietrzna. Odpowiedź może unicestwić i pytanie, i tego, kto je zadał. 

Książka powinna być obowiązkową pozycją wśród fanatyków wampiryzmu. Pomimo lat upływających od wydania pierwszego tomu "Kronik wampirów" wciąż powraca ona do łask czytelników. Szkoda jedynie, że "Wywiad z wampirem" potrafi tak bardzo zniechęcić do sięgnięcia do kolejnych tomów. Obawiam się, że właśnie to przez niego mniej ludzi decyduje się na przeczytanie "Wampira Lestata". A szkoda, bo zdecydowanie warto.

Stare prawdy i odwieczna magia, rewolucja i wynalazczość - wszystko to sprzysięgło się, by odwrócić naszą uwagę o namiętności, która w ten czy inny sposób pokonuje nas wszystkich. Zmęczeni w końcu tą złożonością zaczynamy marzyć o dawnych czasach, kiedy siedzieliśmy na kolanach matki, a każdy pocałunek był doskonałym spełnieniem pożądania. Cóż innego nam pozostało, jak tylko sięgnąć ku objęciu, które musi zawierać w sobie zarówno niebo, jak i piekło: nasze przeznaczenie i nasz los. 


Ocena: 10/10
Przeczytane: 01.08.2015





9/17/2016

9/17/2016

Anne Rice "Wywiad z wampirem"

Anne Rice "Wywiad z wampirem"
Natura wampira jest dla mnie największym doświadczeniem w życiu. Wszystko to, co działo się wcześniej, było pogmatwane, zaciemnione. Brnąłem przez moje śmiertelne życie niczym ślepiec, posuwają się po omacku od jednego stałego przedmiotu do drugiego. Dopiero wtedy, gdy stałem się wampirem, zacząłem szanować życie jako takie. Wcześniej nigdy nie dostrzegałem żyjącej, pulsującej życiem istoty ludzkiej. Nie wiedziałem, co to jest życie, dopóki nie zaczęło gasnąć na moich rękach, w czerwonych obwódkach wokół mych skrwawionych ust!

Jako fanka wampirów zawsze chciałam przeczytać "Wywiad z wampirem". Najpierw jednak wybór padł na film, który pokochałam do granic możliwości. Wcześniej miałam okazję czytać inną książkę Anne Rice i jakoś jej styl nie przypadł mi do gustu. Z nabyciem powieści ociągałam się, lecz w końcu ją zdobyłam.

Jedyna moc, jaka istnieje, jest wewnątrz nas samych.

Według firmy Personal Creations przeczytanie tej pozycji przeciętnie zajmuje 7 godzin i 24 minuty. Hmm... Ja zaczęłam czytać pod koniec 2012 roku i skończyłam we wrześniu 2013. Książka wywarła na mnie takie wrażenie, że za napisanie recenzji zabierałam się trzy lata. Dodam, że wrażenie to jest negatywne.

Zło zależy od punktu widzenia.

Co się tyczy powieści, to faktycznie ma formę wywiadu. Jest on jednak na tyle poplątany, że Louis - tytułowy wampir - wprowadza do swoich wypowiedzi kolejne dialogi, słowa innych bohaterów. Kiedy już wczujesz się w opowiadaną przez niego historię, nagle pojawia się wypowiedź osoby przeprowadzającej wywiad, a Ty zastanawiasz się, co mają te słowa do kontekstu, bo przecież w ogóle nie pasują do całości... A nie, proszę poczekać, to przecież nie fragment historii wampira, a tylko wtrącenie dziennikarza.

- Kochałeś mnie swoją naturą wampira. 
- Kocham cię teraz moją ludzką naturą, jeśli kiedykolwiek ją miałem - odrzekłem. 
- Ach, tak - odezwała się wciąż zadumana. - Tak, i to jest właśnie twój słaby punkt. To dlatego na twojej twarzy malowało się takie nieszczęście, kiedy powiedziałam ci - jak czynią to ludzie - że cię nienawidzę. Dlatego patrzysz na mnie właśnie tak, jak teraz. To ludzka natura. Ja nie mam ludzkiej natury. I żadne opowiadanie o zwłokach matki i pokojach hotelowych, gdzie dzieci uczą się potworności, nie jest w stanie obudzić jej we mnie. Po prostu jej nie mam. Twoje oczy nabierają chłodu, gdy mówię ci teraz o tym. A przecież mówię twoim językiem. Mam te same uczucia względem prawdy i tę samą potrzebę docierania do sedna tego wszystkiego, co ważne. A teraz sen trwający sześćdziesiąt lat się skończył.

Jeśli chodzi o Luisa, to jest on gorszy od sławnego Edwarda ze "Zmierzchu". Smęci niewyobrażalnie. I nie, to nie jest rasowy wampir z ostrymi zębami, z których chętnie korzysta. To ten sam poziom wampiryzmu (czyli prawie zerowy). Więcej pierwiastka prawdziwej bestii ma w sobie wampir w ciele dziecka, czyli Claudia.

- Dlaczego to robisz, Lestat? - zapytałem. 
- Lubię to - odrzekł. - Sprawia mi to przyjemność. - Spojrzał na mnie. - Nie mówię wcale, że i tobie ma to sprawiać przyjemność. Zostaw sobie własne odczucia estetyczne na inne okazje. Zabijaj szybko, jeśli chcesz, ale zabijaj. Naucz się, że i ty jesteś zabójcą! Ach!

Prawdę mówiąc, książkę od pewnego momentu zaczęłam traktować po macoszemu i od połowy przerzucałam tylko strony, zatrzymując się na wzmiankach o Lestacie. On bowiem jest moją ulubioną postacią, a przy okazji bardziej wyrazistą i energiczną. O nim jednak nie chcę się rozwodzić, bo ku temu będzie jeszcze okazja. 

- Umieram! - krzyknąłem. - Umieram!
- Każdemu się to przytrafia - stwierdził, odmawiając mi pomocy.

Oprócz ustępów traktujących o Lestacie, uwagę poświęcałam także ciekawszym wydarzeniom, a także opisom ówczesnego świata. W tym Anne Rice jest mistrzynią. Z wielką precyzją odmalowuje historyczne epoki, jakby malowała niezwykle realistyczny obraz. Słownictwo, które zostało użyte, także oddaje ducha czasu.

Zabijanie to nie jest zwyczajna rzecz. Nie jest to wyłącznie nasycenie się krwią. To przeżycie towarzyszące zetknięciu się z innym życiem Często również doświadczenie pozbawiania kogoś tego życia, gdy powoli wysysa się jego krew. To wciąż powtarzające się doświadczenie utraty własnego życia, którego zaznałem, ssąc krew z nadgarstka Lestata i czując, jak bicie jego serca zlewa się z moim. To celebrowanie wciąż na nowo tego doświadczenia, ponieważ dla wampirów to jest właśnie ostateczne i podstawowe przeżycie. 

Cieszę się, że jakoś dobrnęłam do końca, a przy okazji nie zniechęciłam się zupełnie do serii. Jako że "Kroniki wampirów" należą do obowiązkowej lektury każdego fana wampirzych kreatur, musiałam w końcu sięgnąć po drugi tom. Po roku od przeczytania tej książki, znalazłam w sobie siłę na "Wampira Lestata", a obecnie kończę trzeci tom, czyli "Królową potępionych".

- A zatem nie jesteśmy - pochyliłem się do przodu - dziećmi szatana?
- A jak moglibyśmy nimi być? - zapytał. Czy wierzysz, że to szatan stworzył ten świat wokół nas?
- Nie, wierzę, że to Bóg, jeśli w ogóle. Ale On musiał także stworzyć szatana, i chcę wiedzieć, czy my jesteśmy jego dziećmi!
- Dokładnie i z pełną konsekwencją, jeśli rozumować w ten sposób. Jeśli wierzysz, że Bóg tworzył szatana, to musisz zdawać sobie sprawę, że jego moc pochodzi od Boga i że szatan jest po prostu dzieckiem Boga, a więc i my jesteśmy dziećmi Boga. Nie ma dzieci szatana, naprawdę. 

Czy polecam? Nie. Jeśli ktoś bardzo chce przeczytać wszystkie książki o wampirach - w porządku. Jeśli ktoś lubi książki ze stylizacją historyczną i długimi opisami - też w porządku. Ale jeśli nie chcecie się zniechęcać, możecie od razu przystąpić do lektury drugiego tomu. Zapewniam, że nic się na tym nie straci, a tylko zyska oszczędzony czas. 

Życie... każda jego sekunda... to wszystko, co mamy.

Ocena: 4/10
Przeczytane: 23.09.2013






Copyright © Satukirja , Blogger