11/02/2023
Boel Westin "Tove Jansson. Mama Muminków"
12/06/2020
Pięć polecanych przeze mnie książek o Finlandii + bonus
Dzisiaj obchodzimy Mikołajki, ale mnie 6 grudnia kojarzy się z czymś zupełnie innym - z Dniem Niepodległości Finlandii. Z tej okazji (lub raczej z tych okazji) mam dla Was specjalny wpis, o którym myślałam już dawno temu. Do teraz nie miałam pojęcia, dlaczego wcześniej nie napisałam o polecanych książkach o Finlandii. Patrząc jednak na świeże daty wydania większości książek z tego zestawienia, odpowiedź nasuwa się sama. Nie przedłużając - przejdźmy do listy fińskich polecajek. Kolejność jest całkowicie przypadkowa.
"100 fińskich innowacji społecznych" Ilkka Taipale
Poniżej opis, a tutaj znajdziecie moją opinię.
Książka jest zbiorem stu artykułów poświęconych fińskim innowacjom społecznym, napisanych przez grono wybitnych osób, które rozwinęły lub opracowały poszczególne rozwiązania. Różniący się co do wieku, zapatrywań i społecznego pochodzenia, autorzy tekstów uosabiają zarówno poważne, jak i żartobliwe oblicze innowacji. W książce zostały zestawione ze sobą tak rozmaite zagadnienia, jak jednoizbowy parlament i suszarka do naczyń, system dziennej opieki nad dziećmi i publiczne przystanie do prania, praca w wolontariacie i zasada trójstronności, chleb pettu i rządy koalicyjne, wreszcie – system Linux i Święty Mikołaj. Publikacja została przetłumaczona na 16 języków.
"Kalsarikänni. Sztuka relaksu po fińsku" Miska Rantanen
Ta książka nie jest zbyt popularna, a jej wydanie było naprawdę ciche. Mając na uwadze poradniki o hygge i lagom, spodziewałam się, że "Kalsarikänni" stanie się równie popularne. Żeby oddać sens tej książki, trzeba zerknąć na tytuł wersji angielskojęzycznej. Fińska sztuka picia w domu. Samemu. W bieliźnie. Niech Was nie zmyli elegancko brzmiący tytuł po polsku, ponieważ już od pierwszych stron jesteśmy bombardowani piciem w gaciach. Książkę polecam. Nie jest to lektura wysokich lotów, ale autor wrzucił sporo ciekawych i ważnych informacji ogólnie o Finlandii. No i to wydanie... Czytałam po polsku i po angielsku, polecam drugą opcję - jest zabawniejsza.
Poniżej opis, a tutaj znajdziecie moją opinię.
Każdy dzień w pracy przynosi kolejne fale stresu i frustracji. Świat szaleje: efekt cieplarniany, terroryści i pospolite bandziory, dopalacze, ekscesy polityków wybranych w demokratycznych wyborach, tanie sensacje z życia celebrytów - coraz trudniej to wszystko znieść. Szczęśliwie ludzie Północy znaleźli antidotum na wszelkie nieszczęścia. W Szwecji i Norwegii filozofia ta konkretyzuje się pod hasłem lagom, co oznacza umiar. Ma być demokratycznie, bezpiecznie, ekologicznie. Z kolei Dania postawiła na hygge: zanurzanie się w nastroju, unikanie pośpiechu i cieszenie chwilą w stylowym otoczeniu. Co jednak ma zrobić ktoś, kto potrzebuje antidotum na stres, ale nie odpowiada mu nudne i mdłe lagom ani nienaturalne i nieżyciowe hygge? W tej książce znajdziesz odpowiedź na to ważne pytanie. Otóż twardzi fińscy faceci już dawno rozwiązali ten stary jak świat dylemat. Mowa o kalsarikanni, czyli piciu w gaciach. Tę filozofię można łatwo zaadaptować - w każdych warunkach, bez względu na sytuację, nastrój i otoczenie. Kalsarikanni nie wymaga kosztownych przygotowań. Prędko przynosi rezultaty i jest odpowiednie dla wszystkich pełnoletnich. Daje ukojenie i pozwala szybko zregenerować siły. Nie jest pozerstwem, grą czy udawaniem. Dzięki tej książce dowiesz się, jak wykorzystać kalsarikanni, by zaspokoić własne potrzeby, zgłębisz barwną historię picia w gaciach, zrozumiesz etymologię nazwy tej zacnej sztuki i zapoznasz się z bogatymi doświadczeniami Finów w jej różnorakim interpretowaniu.
"Co Finowie mają w głowie. O jednym takim, co poślubił Finkę" Wolfram Eilenberger
Kiedy zaczęłam interesować się Finlandią, na rynku nie było dostępnych zbyt wielu książek o tym kraju. Zdecydowana większość pozycji była przestarzała, część wydana jeszcze w czasach PRL. Wtedy jako najciekawsze lektury o Finlandii podałabym przodownik Pascala i "Co Finowie mają w głowie". Minęły wieki, a ja wciąż uważam ją za bardzo interesującą pozycję, pomimo wielu negatywnych recenzji na jej temat. Polecałam, polecam i będę polecać!
Poniżej opis.
Żyją na dalekiej północy, regularnie korzystają z sauny, mają miliony telefonów komórkowych, a wokół nich latają miliardy komarów. Ich język nie zna zjawiska rodzaju gramatycznego, ani przyimków, za to rzeczownik odmienia się przez piętnaście przypadków. Nigdy nie mówią „kocham cię”, choć wydają na świat najinteligentniejsze dzieci. Są małomówni i długo każą czekać na odpowiedzi. Uwielbiają kąpiele w lodowatych jeziorach, smutne fińskie tango i rozmowy w saunie. Za to wszystko pokochał ich Wolfram Eilenberger – a szczególnie jedną z nich. Studencka miłość zatrzymała go w Finlandii na dobre. Dziś o rodakach żony mówi, że są przesympatyczni, choć trochę dziwni…
"Odnaleźć sisu. Fiński sposób na szczęście przez hartowanie ciała i ducha" Katja Pantzar
Odnaleźć sisu potraktowałam jak książkę o Finlandii, nie jak poradnik. W takiej kategorii też ją oceniłam - uplasowała się wysoko, choć po czasie pamiętam, że zdenerwowała mnie sugestia dotycząca Finlandii i Skandynawii. Książkę polecam głównie dlatego, że autorka nie jest Finką, co pozwoliło jej wychwycić pewne różnice międzykulturowe.
Poniżej opis, a tutaj znajdziecie moją opinię.
Poznajcie sisu – fińską sztukę wytrwałości! Zapomnijcie o hygge – pora zdmuchnąć świeczki i wyjść ze strefy komfortu! Kanadyjska dziennikarka Katja Pantzar tak właśnie zrobiła, przenosząc się do odległego, nordyckiego kraju: Finlandii. Styl życia, który tam poznała odmienił jej ciało i umysł. Ten ciekawy i praktyczny przewodnik pokazuje proste i racjonalne sposoby pozwalające obudzić drzemiącą w nas siłę, odporność i determinację w dążeniu do celu. To dzięki nim Finowie co roku zajmują czołowe miejsca w rankingach najszczęśliwszych ludzi na świecie.
"Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki" Aleksandra Michta-Juntunen
Kiedy ktoś mnie pyta o godną polecenia książkę o Finlandii, bez zawahania wskazuję na tę pozycję. Dla mnie to najlepsza lektura dostępna obecnie na rynku, lepszej nie znajdziecie. Nie jest suchym przewodnikiem, ale nie jest też wyłącznie osobistą historią o migracji. Polecam z całego serca - to nie tylko tym, którzy swoją przygodę z Finlandią dopiero zaczynają!
Poniżej opis, a tutaj znajdziecie moją opinię.
Poznajcie kraj, w którym policja poszukuje zaginionego Słońca, mieszkańcy świętują Dzień Porażki oraz Dzień Śpiocha i w którym nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie. Tu cisza jest formą komunikowania się, w pracy można chodzić bez butów, a smak lukrecjowych cukierków salmiakki zna (i uwielbia!) każdy. Dlaczego w języku Suomi nie ma czasu przyszłego za to w kraju Suomi jest tyle domków letniskowych? Czy wszyscy ludzie wynajmujący tu mieszkanie oraz ci, którzy nadmiernie gestykulują, są podejrzani? I czy to prawda, że Finowie nie piją w styczniu alkoholu, a umowy biznesowe zawierane przez nich w saunie są najtrwalsze na świecie? Finlandia to nie tylko sielska, szczęśliwa kraina przykryta ślicznym białym puchem. Zachwycamy się pięknem tutejszej przyrody, a Finów cenimy za spokój, racjonalizm i pragmatyzm, które ułatwiają codzienne życie. Wbrew stereotypom Finowie obdarzeni się niebanalnym poczuciem humoru i lubią śmiać się z siebie. Ich sisu nie jest jedynie ładnie opakowanym „sposobem na szczęście” w postaci leniwego popołudnia z kubkiem kakao. Sisu to nic „w sam raz” – to świadomość, że jeżeli nie będziesz uparcie dążyć do celu, to nic z tego nie wyjdzie.
BONUS! "Sisu: The Finnish Art of Courage" Joanna Nylund
A na koniec mały bonus! "Sisu: The Finnish Art of Courage" udało mi się kupić dawno temu podczas swojego pierwszego wyjazdu do Irlandii. Wciąż nie udało mi się jej dokończyć, ale nadal jestem pod ogromnym wrażeniem wydania. Jest prześliczne!
Opis poniżej.
After you've cultivated the coziness of the Danes (hygge) and achieved the Swedish way of moderation (lagom), then what's next? How about developing your Sisu -- an "untranslatable" Finnish term referring to a mixture of courage, resilience, grit, tenacity, and perseverance. It's a trait that has shaped not just the fate of a nation but continues to be a guiding principle for how Finns live their daily lives. Now it can offer lessons to us all, helping us to:discover our inner strength, resolve conflicts at work and home, raise kind and resilient children, achieve our fitness goals, fight for what we believe in. And much more!
Czytaliście którąś z tych książek? A może polecacie inne książki o Finlandii? Dajcie znać w komentarzach!
7/22/2020
Marta i Adam Biernat "Laponia. Wszystkie imiona śniegu"
Ocena: 3/10
1/05/2020
Aleksandra Michta-Juntunen "Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki"
Ocena: 9/10
9/30/2019
"Ptaki czarownicy. Baśnie fińskie"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Data wydania: 1988 rok
Liczba stron: 303
Przeczytane: 15.06.2019
Ocena: 8/10
8/07/2019
Miska Rantanen "Kalsarikänni. Sztuka relaksu po fińsku"
Kiedy zaczynam temat Finlandii w nowym towarzystwie, moi współrozmówcy sądzą, że mam na myśli wódkę i czują się zawiedzeni. Jednak ich rozczarowanie szybko pryska, kiedy okazuję się, że Finlandia jako kraj także jest fascynująca. Teraz mam kolejną kartę przetargową, jaką jest kalsarikänni, czyli fiński sposób na relaks.
Kalsarikänni to nic innego jak "picie w gaciach". Za nic nie podoba mi się przytoczone z książki tłumaczenie - zdecydowanie lepiej brzmi päntsdrunk. Domowe bieliźniane picie. Picie w podomce. Jak zwał, tak zwał - istota tego rytuału pozostaje bez zmian.
O co w tym wszystkim chodzi? Chodzi o to, aby się odprężyć, w czym alkohol zdecydowanie pomaga. Nie trzeba się stroić na wyjście na imprezę, ani też zabawiać rozmową znajomych. Ot, pozbycie się tego, co niewygodne i odcięcie się myślami od wszystkiego, co nieprzyjemne. U mnie sprawdza się kieliszek wina, borówki, muzyka i książka w łóżku - względnie film. U innych zestaw to piwo, serial i pizza. Dla każdego coś dobrego.
Czy można nazwać to sztuką? Oczywiście. W kalsarikänni nie chodzi o to, żeby się upić, a następnego dnia z zażenowaniem na twarzy patrzeć na swoich znajomych, którym napisało się o kilka słów za dużo. Kalsarikänni to nie jest nałogowe picie, tylko balans między formalną i prywatną częścią życia. Jeśli mamy ochotę codziennie na taką dawkę relaksu, coś z naszym życiem jest nie tak i powinniśmy mu się przyjrzeć - na trzeźwo, bez dwóch zdań.
Książka "Kalsarikänni. Sztuka relaksu po fińsku" podaje na tacy gotowy plan na wieczorny chill oraz zawiera praktyczne wskazówki, które pozwolą osiągnąć nam szybko osiągnąć stan błogości. Ale to nie wszystko. Autor przemycił kilka ciekawych informacji o Finlandii, dzięki czemu książka ma wartość dodaną. Wszystko to urozmaicone jest charakterystycznymi grafikami, które zachwycą minimalistycznych estetów oraz fanów ładnych wydań.
Jedyny minus, jaki mogłabym znaleźć to tłumaczenie. Książkę czytałam także w języku angielskim i wywarła na mnie większe wrażenie. Jak dla mnie miała większy sens, była lżejsza i zdecydowanie zabawniejsza. Kwestia wyczucia humoru.
"Kalsarikänni. Sztuka relaksu po fińsku" to pozycja, która pretenduje do miana mojej książki roku. Polecam osobom, które interesują się krajami nordyckimi, jednak nie tylko. Każdy może w tej lekturze odnaleźć coś dla siebie.
5/01/2019
Juha Kurvinen „Urodziny dyktatora”
4/12/2019
Katja Pantzar „Odnaleźć sisu. Fiński sposób na szczęście przez hartowanie ciała i ducha”
10/22/2018
Tove Jansson "Wiadomość"
To, że kocham Tove Jansson jest po prostu oczywistym faktem. Mama Muminków skradła moje serce, ale tak naprawdę moje uczucie przypieczętowała "Córka rzeźbiarza". Książka ta była dla mnie magiczna i wyjątkowa - mogę śmiało powiedzieć, że stanowi dla mnie niedościgniony wzór, którego nie mogę znaleźć w literaturze. Nic więc dziwnego, że wszystkie książki Tove porównuję do tej jednej, ukochanej. Jak było z "Wiadomością"? Dla mnie klasyfikuje się pomiędzy "Córką rzeźbiarza", a "Słonecznym miastem", które było ogromnym rozczarowaniem.
Najpierw nic się nie dzieje, a potem trzeba wybierać, to trudne.
Trzeba brać rzeczy takimi, jakie są.
Ale wiesz, jak to jest ze sławnymi mężczyznami, zapominają, kto w nich wierzył, gdy jeszcze byli nikim.
Krytykuję je, bo są tak dobre, że mogłyby być jeszcze lepsze...
Vando, jak długo wolno być młodym?
10/08/2017
Timothy D. Walker "Fińskie dzieci uczą się najlepiej"
Przeczytane: 07.10.2017
Ocena: 5/10
8/19/2017
Tove Janssson "Lato"
5/29/2017
Katja Kettu "Ćma"
No tak, gdy życie jest puste, a ubranie zawszone na śmierć, to ludzkie twarze robią się paradoksalnie wyrazistsze. To dziwne, ale tak to bywa. I nawet najgorsze pokraki nabierają wartości.
Pomysł na książkę jest fenomenalny, a jej wykonanie to prawdziwa uczta czytelnicza. Akcja poprowadzona jest w taki sposób, że trudno zaspokoić ciekawość czytelnika po jednej stronie, trzeba przeczytać wszystko od razu. To nie jest łatwa lektura, a przyjemność jej czytania nie ma nic wspólnego z lekkością, tylko stanowi raczej coś głębokiego na wzór literatury wysokiej. "Ćma" serwuje czytelnikowi ogrom prawd uniwersalnych, w żaden sposób niezwiązanych z życiem obozowym. Przy tym jest tak zaskakująca, że trudno domyśleć się zakończenia. Ja zawsze mam najbardziej absurdalne pomysły na zakończenie książki i to zakończenie pojawiło się w mojej głowie, ale szybko je zignorowałam. Trudno jest przewidzieć, co będzie na następnej stronie, a co dopiero mówić o ostatniej. Początek, jak to Kettu, był trochę chaotyczny, ale to ze względu na mnogość wątków i wrzucenie czytelnika od razu na głęboką wodę. Wszystko klaruje się w ciągu kilku kolejnych akapitów.
Nie płacz, Dziki Ptaszku, bo zmokną twoje piękne oczy.
Czy książkę polecam? Zdecydowanie. Widzę jednak niepokojący trend wśród osób czytających nałogowo, a także wśród wydawnictw. Sprzedają się książki lekkie i niezobowiązujące, a nawet jeśli dotyczą poważnego tematu i niosą jakieś przesłanie, to styl pisarzy jest... No właśnie. Jest żałosny, nijaki, każdy pisze tak samo. "Ćma" jest dla osób, którym nie zależy na ilości przeczytanych książek, ale na ich jakości. Sądzę, że książkę docenią ludzie, który uwielbiają literaturę klasyczną lub wysoką, a także ludzie zainteresowani innymi kulturami, wierzeniami - szczególnie północnymi i wschodnimi. To jest niewielki procent wśród niewielkiego procentu czytelników, więc rozumiem niską sprzedaż takich książek.
Przeczytane: 19.05.2017
Ocena: 10/10
5/03/2017
Tove Jansson "Słoneczne miasto"
Stało się coś, czego nigdy w życiu nie mogłabym się spodziewać. Przez myśl by mi nie przeszło, że coś takiego może się wydarzyć. A jednak... Tove Jansson, moja ukochana Tove, mnie zawiodła.Teraz tylko zastanawiam się, po której stronie leży wina - po mojej czy po autorki.
Ja nie chcę się stawać, chcę żyć.
"Słoneczne miasto" to tak naprawdę zbiór dwóch powieści, wydanych pod tytułem tej obszerniejszej. - z tym, że obie są na tyle krótkie, że śmiało można byłoby je nazwać opowiadaniami. Całość liczy sobie zaledwie 300 stron, jednak trzeba wziąć poprawkę na spore marginesy - ja je lubię, ale wiem, że dla niektórych czytelników takie sztuczne dodawanie objętości książkom to oszustwo. Dla mnie akurat to zabieg na plus, bo zawsze mam wrażenie, jakobym szybciej czytała.
Nie ma nic bardziej przerażającego niż ludzie, którzy odchodzą od innych, nie czekając, było to dla niej okropne już w dzieciństwie, a wtedy chodziło tylko o zabawę.
Przyznam się szczerze - nie wiedziałam o czym będzie ta pozycja. Zobaczyłam po prostu, że została wydana kolejna książka Tove i wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Po "Córce rzeźbiarza" zakochałam się w prozie dla dorosłych spod pióra mamusi Muminków, a poprzeczkę ustawiłam wysoko. Co jak co, ale jeśli chodzi o Finkę, chcę przeczytać wszystkie jej książki. Ale, prawdę mówiąc, nie wiem, czy sięgnęłabym po tę lekturę, gdybym miała świadomość tematyki.
Ale najgorzej, jak w ogóle wszystko trwa i trwa jednakowo, a i tak zawsze jest za późno.
Niełatwo jest żyć z kimś, kto cały czas utrudnia sobie życie, zwłaszcza jeżeli utrudnia pomaganie mu.
Nie ma cię. W jakimś sensie nigdy cię nie było.
Zawiodłam się, po raz pierwszy, stylem Tove. Przepięknie bawiła się językiem, a słowa były magią we wszystkich jej książkach, które do tej pory czytałam. W tym wypadku było dość mdło, zabrakło mi wyobraźni i polotu, a czasami nawet i sensu. Nie było już tej charakterystycznej mądrości, choć temat temu sprzyjał. Przyzwyczaiłam się już do fińskiej literatury, w której wszystko dzieje się niespiesznie, a pomiędzy wnoszącymi coś do fabuły wydarzeniami są spore fragmenty w zasadzie po nic - ot, taka odsapka, miejsce na poruszenie kwestii ważnych wartości. Zazwyczaj mało się dzieje i naprawdę zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Ale tutaj to przeszło wszelkie wyobrażenia. We fragmentach nic nie wnoszących nie było żadnej mądrości, żadnych przemyśleń.
Szczerość bywa niebezpieczna.
Dziwna rzecz z żonami. Człowiek się nie przyzwyczaja... Albo może zanadto się przyzwyczaja...
Czasem rzecz polega może nie na tym, co się robi, ale na tym, czego się nie robi.
Ty nie wiesz nic o przebaczeniu i wdzięczności, ile razy ktoś był dla siebie miły, myślałeś, że chce czegoś albo że jest naiwny i nie rozumie...
Wszyscy są tacy sami, wyśpiewują z siebie odległość geograficzną od jakiegoś miejsca, punktu na mapie, nigdy od niego nie uciekną.
Jedyne co mogę zarzucić "Kamiennemu polu" nie wynika z samej książki czy z stylu autorki, ale z opisu na odwrocie okładki. Wydawnictwo popełniło wielką gafę, bo w zasadzie zdradziło cały sens tej powieści. Opis powinien wprowadzać czytelnika w sytuację, która dzieje się na samym początku. Tak dla orientacji. A tutaj zostało przedstawione zakończenie, przez co miało się wrażenie, że opisane wydarzenia przywitają czytelnika na pierwszych stronach, a fabuła potoczy się w innym kierunku. To całkowicie zmieniło sens lektury, a ja przez wszystkie strony czekałam na to, co w zasadzie nastąpiło na końcu, a nie jako punkt zmieniający akcję. Po opisie więc spodziewałam się czegoś innego.
Jest pani pomnikiem. Umarła pani dawno temu i teraz jest pomnikiem.
Chociaż całość wypadła blado, i tak cieszę się, że w końcu tytuł pojawił się w Polsce i miałam okazję go przeczytać. O ile pierwsza powieść wypadła blado, to druga jest bardzo ciekawa, jeśli nie przeczyta się zdradzającego wszystko opisu od wydawcy. Marginesy pod tym względem zawiodły, choć książka wydana jest prześlicznie - piękna okładka i równie piękne skrzydełka, dzięki czemu egzemplarz aż chce się trzymać w dłoni. Dysproporcje pomiędzy dwoma tytułami są jednak wielkie, a widzę to po ilości zaznaczonych wartościowych cytatów - w "Słonecznych miastach" jest ich kilka na ponad 200 stronach, a w "Kamiennym polu" są nawet zaznaczone niemal całe akapity, jeden po drugim, tylko na 80 stronach. I to właśnie ze względu na drugą powieść mogę polecić tę książkę. Chociaż całość mi się nie podobała, to jest to coś, co warto przeczytać. Tove Jansson to nie tylko Muminki i warto poznać jej twórczość dla dorosłych.
A jednak, kiedy maszyna do pisania milkła, miało się zawsze dość okropne uczucie.
Ocena: 4/10
